Szkocja - Jak zerwać z Anglią

Proponowana przez Salmonda data głosowania nie jest przypadkowa. W połowie 2014 r. przypada 700. rocznica bitwy pod Bannockburn, w której Szkoci zadali sromotną klęskę wojskom angielskim. Alex Salmond zakłada, że uroczystości rocznicowe przypomną wszystkim, ilu krzywd doznali Szkoci od Anglików i na jak wątpliwych podstawach zbudowana została unia szkocko-angielska z początku XVIII wieku, a tym samym wpłyną na wyniki głosowania.

Walka na słowa

Ale Anglicy również mają tego świadomość. Dlatego premier David Cameron, z pełnym poparciem zarówno Liberalnych Demokratów, partnera koalicyjnego konserwatystów, jak i opozycyjnej Partii Pracy, stara się narzucić Szkotom zasady przeprowadzenia referendum. Przyznaje oczywiście, że SNP, która w ostatnich wyborach parlamentarnych z maja 2011 r. odniosła bezapelacyjne zwycięstwo, zdobywając 69 ze 129 mandatów w szkockim parlamencie, ma prawo doprowadzić do głosowania, skoro obiecała to wyborcom. Ale to wszystko, co jest skłonny przyznać.

Po pierwsze, rząd chce, by referendum odbyło się w ciągu najbliższych 18 miesięcy. Im mniej czasu mają na kampanię szkoccy nacjonaliści, tym, zdaniem rządu, lepiej będzie dla unii. Drugi postulat Londynu to poddanie głosowania nadzorowi ze strony ogólnokrajowej komisji wyborczej, a nie lokalnej komisji szkockiej. Wreszcie – co najważniejsze – w ogóle kwestionowane jest prawo parlamentu Szkocji do ogłoszenia i przeprowadzenia referendum. Według doradców prawnych rządu, szkocki parlament nie może zorganizować go samodzielnie, bo takiego prawa nie daje mu przyjęta w 1998 r. ustawa o dewolucji, czyli przekazaniu uprawnień władzom regionalnym (przypomnijmy, że rok później wybrano pierwszy od stuleci szkocki parlament). Powinien zatem działać w ramach uprawnień, jakich formalnie udzieli mu parlament w Londynie. Jeśli Szkoci to zlekceważą, władze będą się starały podważyć prawomocność głosowania na drodze sądowej.

Salmond przypomina, że on...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: