Rekin na grillu, muchy w nosie. Zwierzęta, których nie znamy

Na najmniejszym kontynencie świata nigdy nie brakuje słonecznej pogody, rajskich plaż i uśmiechniętych twarzy. Australia to wymarzone miejsce na egzotyczną podróż.

Czarny trójkąt rekiniej płetwy pędzi nad powierzchnią oceanu na spotkanie z surferem, plażowicze na brzegu krzyczą w panice. Po chwili woda pieni się i przybiera kolor czerwony. Czerwony jak plamka na odwłoku jadowitego pająka redbacka, bliskiego krewnego czarnej wdowy, który kąsa ofiary z prędkością maszyny do szycia. Taką wizją Australii karmiona jest nasza wyobraźnia. Są to jednak rzadkie – wyolbrzymione przez media – przypadki ataków zwierząt na człowieka.

Australia to kraj przede wszystkim przyjazny, a dla Polaka – na pewno egzotyczny i pełen niespodzianek. Aussie, czyli Australijczyk, już na lotnisku wita turystów swoim bełkotliwym akcentem „How ‘ya goin’ Mate” (Jak leci, kolego?). Po wymianie uprzejmości nadal nie rozumiesz, o czym i co do ciebie mówił. Do języka australijskiego, tak jak do zmiany czasu, należy przyzwyczajać się kilka dni. W zależności od pory roku różnica czasowa wynosi 8 lub 10 godzin. Jet lag, czyli zespół nagłej zmiany strefy czasowej, rozregulowuje codzienne funkcje ludzkiego organizmu i sprawia, że turysta z Polski jest ciągle zmęczony, senny i skołowany. Zasadą jest, by po wylądowaniu nie kłaść się od razu spać, lecz poczekać cierpliwie do nocy.

Pierwszy sen przerywa o świcie krzykliwy sąsiad. To chichotliwa kukubara, ptak podobny do polskiej sójki, którego głos przypomina histeryczny ludzki śmiech. Tuż po niej, z pobliskich eukaliptusów i drzew frangipani zwanych plemerią, rozpoczynają koncert kolorowe papugi. Wielością przypominają stada polskich wróbli i gołębi. Bardzo często towarzyszą ludziom przy śniadaniu na balkonie, skubiąc chleb i orzechy. I tak powoli zmienia się postrzeganie krainy kangurów.

Rzadkością jest spotkanie na wolności psa dingo, stekowca lub misia koala. Powszechnym okazem australijskiej...
[pozostało do przeczytania 51% tekstu]
Dostęp do artykułów: