Turniej Tysiąca Drużyn

2 maja poznamy 63. w historii zdobywcę piłkarskiego Pucharu Polski. Po raz pierwszy w finałowym meczu na Stadionie Narodowym w Warszawie zmierzą się ekipy Lecha Poznań i Arki Gdynia.

Najnowsza historia Pucharu Polski łączy się ze Zbigniewem Bońkiem, który po tym, jak został prezesem PZPN, postanowił przywrócić rozgrywkom ich dawną rangę. Od 2014 r. finał Pucharu Polski rozgrywany jest na Stadionie Narodowym 2 maja. Rok i dwa lata temu w finale grały ze sobą dwie najlepsze polskie drużyny: Legia i Lech. Wygrane przez warszawską drużynę mecze za każdym razem oglądał komplet widzów. Oprawa, emocje na boisku i trybunach – te mecze śmiało można nazwać „piłkarskim świętem”. Boniek dopiął swego.

Historia rozgrywek Pucharu Polski sięga 1925 r. Pierwszym triumfatorem była Wisła Kraków, która w finale pokonała Spartę Lwów 2:1. Nowe rozgrywki nie zostały jednak przyjęte z entuzjazmem przez kluby, więc PZPN zawiesił ich rozgrywanie. Puchar powrócił dopiero w latach 50. Wtedy właśnie przylgnęła do niego nazwa „Puchar Tysiąca Drużyn”. Brały w nim bowiem udział kluby nawet z najmniejszych wiosek. Tradycją tych rozgrywek stały się też wielkie niespodzianki. Pierwszym klubem „znikąd”, który zadziwił całą Polskę, byli Czarni Żagań. Ten mały klubik, wówczas III-ligowy, w sezonie 1964/65 doszedł aż do finału pucharowych rozgrywek. Jeszcze dziwniejsze było to, że Czarni byli klubem wojskowym. Ale takim trzeciej kategorii. Najlepszych piłkarzy-poborowych z całej Polski zbierała wówczas Legia Warszawa. Kto się tam nie załapał, to szedł do Śląska Wrocław lub Zawiszy Bydgoszcz. Dla klubów takich jak Czarni zostawał teoretycznie trzeci sort piłkarzy, niechcianych gdzie indziej. Był to bardzo dziwny awans. Boisko w Żaganiu stanowiło nierówny teren i piłkarze z Ekstraklasy średnio sobie na nim radzili, a Czarni jako III-ligowiec, zgodnie z regulaminem rywali z wyższych lig, przyjmował na własnym obiekcie. Trzy razy te mecze kończyły się remisem i o...
[pozostało do przeczytania 22% tekstu]
Dostęp do artykułów: