„Krzyżacy” jak „Klątwa”. Pogarda dla idei „pokrzepienia serc”

Dodano: 14/03/2017 - Nr 11 z 15 marca 2017

Kultura [TEATR - KOLEJNE ROZCZAROWANIE]

Zbyszko z Bogdańca w dresach i z kijem bejsbolowym. W tle zdewastowane blokowiska. Oto współczesna i bardzo modna wizja kultowej powieści Sienkiewicza? W ostatnią niedzielę lutego wybrałam się do toruńskiego Teatru im. Wilama Horzycy na „Krzyżaków” w reżyserii Michała Kotańskiego. Nie łudziłam się, że w spektaklu nie będzie modnych eksperymentów. Ale silniejsza była ciekawość, co na scenie zostanie z Henryka Sienkiewicza, z powieści, która kiedyś krzepiła serca Polaków. Kiedyś? Sami twórcy na stronie Teatru piszą, że chcieli zmierzyć się z kwestią: „Co znaczy Sienkiewicz dziś, równo 100 lat po śmierci, w XXI wieku, w epoce globalizacji i otwartych granic?”. Jak im to wyszło? „Krzyżacy” u Horzycy Moje pierwsze wrażenia były mieszane. Rozczarowała siermiężna scenografia. W samym środku sceny umieszczono pochylnię kojarzącą się ze skateparkiem. Na początku na chwiejnych nogach nadchodzą bełkoczący „rycerze”, w tle muzyka Chopina (!). Pomyślałam: dekonstrukcja się zaczyna
     
19%
pozostało do przeczytania: 81%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze