Podsłuchy w Kancelarii Prezydenta

„Teatr na granicy”

W tym układzie model funkcjonowania służb specjalnych jako zbrojnego ramienia partii rządzącej nie odbiega od zasad, jakimi kierowała się policja polityczna PRL. Jego niezmienność zawdzięczamy na równi: przywróceniu do służb byłych esbeków oraz realnym potrzebom obecnej władzy. Przez ostatnie lata mieliśmy do czynienia z wieloma przykładami wykorzystywania największej służby specjalnej do walki politycznej; zastraszania dziennikarzy, gromadzenia haków, zbierania kompromitujących informacji, stosowania podsłuchów i inwigilacji. Dokonywano tego, posługując się prowokacją – kombinacją operacyjną (afera marszałkowa) lub wykorzystując postępowanie prokuratorskie (podsłuchiwanie dziennikarzy i adwokatów).

Podobny mechanizm zastosowano w sprawie, którą słusznie trzeba nazwać aferą większą niż osławiona Watergate. Jako pretekst do inwigilacji głowy państwa posłużył zarzut rzekomego ujawnienia poufnego raportu ABW na temat wyjazdu prezydenta Kaczyńskiego do Gruzji i wszczęte w tej sprawie śledztwo prokuratorskie. Tezy owego raportu ujawniła w listopadzie 2008 r. jednak z gazet. ABW uznało, że strzały w pobliżu samochodu, którym jechał prezydent Kaczyński, były gruzińską prowokacją i twierdziło, że najpewniej to sami Gruzini wyreżyserowali incydent z udziałem polskiego prezydenta. Agencja doszła do wniosku, że „teatr na granicy” służył wzmocnieniu pozycji gruzińskiego przywódcy. Opinie zawarte w dokumencie pokrywały się z oficjalnym stanowiskiem władz Federacji Rosyjskiej oraz opinią ówczesnego marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego i stanowiły de facto kompilację doniesień prasowych.

ABW domagało się, by prokuratura ustaliła źródło przecieku do prasy. W tej stosunkowo błahej sprawie podjęto zakrojone na ogromną skalę czynności śledcze. Przesłuchano setki świadków, m.in. premiera, marszałków Sejmu i Senatu, ministrów, sprawdzano billingi urzędników z kancelarii Lecha Kaczyńskiego, sięgnięto do zapisów...
[pozostało do przeczytania 86% tekstu]
Dostęp do artykułów: