Długi dzień Trumpa

20 stycznia przed zachodnim skrzydłem Kapitolu Donald Trump z ręką na Biblii wymówił słowa przysięgi i został oficjalnie 45. prezydentem USA. Czeka go teraz trudne zadanie – musi nie tylko pokazać, że umie się odnaleźć w świecie wielkiej polityki, ale także zaleczyć rany, które powstały po kontrowersyjnych wyborach. A pierwszy dzień prezydentury dobrze pokazał trudności, które go czekają

20 stycznia w samo południe Mike Pence i Donald Trump złożyli przysięgę przed sędziami Sądu Najwyższego, obejmując tym samym swoje urzędy. Tak zakończyła się historyczna kampania wyborcza i równie gorący okres przejściowy.
Amerykańskie prawo jest bardzo lakoniczne, jeśli chodzi o procedurę inauguracyjną. Konstytucja USA stwierdza jedynie, że prezydent i wiceprezydent są zobowiązani wygłosić przysięgę, jednak cała reszta ceremonii to kwestia tradycji, ustaleń Komitetu Inauguracyjnego oraz samego elekta.
Zarówno Trump, jak i Pence postanowili, jak niemal wszyscy ich poprzednicy, przysięgać na Biblię. Tradycję tę zapoczątkował już pierwszy prezydent USA.
Pierwsze przemówienie
Po przysiędze Donald Trump wygłosił pierwsze przemówienie jako 45. prezydent USA. Przemówienie – według opinii wielu – niezwykłe i bardzo dobrze napisane. Naszkicował w nim ponury obraz USA ery Obamy – kraju upadających fabryk i powiększającego się bezrobocia, gdzie waszyngtońskie elity bogacą się, podczas gdy reszta obywateli biednieje coraz bardziej. Stwierdził, że czas z tym skończyć i po raz kolejny wezwał do jedności i wspólnej odbudowy kraju.
Jego przemówienie nie wszystkim się jednak spodobało. Szczególnie amerykańską lewicę dotknęło sformułowanie „Ameryka przede wszystkim”. Chris Matthews z telewizji MSNBC powiedział, że podobnego sformułowania mógłby użyć Putin. Inna dziennikarka tej stacji, Rachel Maddox, porównała retorykę Trumpa do retoryki nazistów – porównanie to w różnej formie często powtarzało się w lewicowych mediach. Użyło go np. aż...
[pozostało do przeczytania 68% tekstu]
Dostęp do artykułów: