Gorący okres przejściowy

W USA dobiega końca tak zwany transition period – okres pomiędzy wyborami a objęciem urzędu przez nowego prezydenta. Zazwyczaj wtedy stara władza powstrzymuje się od podejmowania decyzji, a nowa przygotowuje się do objęcia sterów. Tym razem jednak jest inaczej i w USA czas ten pełen jest bezpardonowej walki politycznej

10 stycznia prezydent Obama wygłosił swoje ostatnie przemówienie. Stało się to w Chicago – mieście, w którym zaczynał swoją polityczną karierę. Podczas gdy wielu zwolenników republikanów potraktowało to jako symboliczne zakończenie wielu lat dominacji lewicy w USA, demokraci szukali w nim nadziei na trudne lata.

Trudno obiektywnie ocenić ostatnie osiem lat. Jednak wydaje się, że większość Amerykanów uważa, iż w tym czasie sytuacja USA uległa pogorszeniu. Według sondażu przeprowadzonego przez Gallup, jedynymi aspektami, które zdaniem większości się poprawiły, były prawa środowisk LGBT, bezpieczeństwo energetyczne i, o dziwo, ekonomia. Jeśli chodzi o ocenę wszystkich innych aspektów rządu ostatniej administracji, większość respondentów uważa, że nastąpił regres.

Ostatnie ruchy Obamy
Ustępujący prezydent w okresie przejściowym powinien powstrzymać się od podejmowania ważnych decyzji, ograniczając się do bieżącego administrowania. Nie zawsze tak jednak bywa, często prezydenci na finiszu przepychają jeszcze ostatnie postulaty, zwłaszcza takie, które mogłyby odbić się negatywnie na ich popularności. Prezydent Obama również nie oparł się tej pokusie.

Przede wszystkim skorzystał z przysługującego mu prawa łaski. 19 grudnia na przykład darował wyroki 78 skazanym i złagodził je 153 kolejnym. Tym samym pobił rekord – żaden prezydent nie ułaskawił tylu ludzi jednego dnia. Łącznie przez osiem lat Obama darował lub skrócił karę 1324 skazanym, w tym 395 z wyrokiem dożywotnim – to więcej niż sześciu poprzednich prezydentów łącznie.

Obama podjął również kolejne kroki mające na celu...
[pozostało do przeczytania 76% tekstu]
Dostęp do artykułów: