Niemiecki rok wyborczy

2017 jest wyjątkowym rokiem wyborczym w Niemczech. Najpierw 12 lutego nastąpi wybór nowego prezydenta Republiki Federalnej, 26 marca odbędą się lokalne wybory w Saarlandii, 7 maja w Szlezwiku-Holsztynie, 14 maja w Nadrenii Północnej-Westfalii, no i najważniejsze – w połowie września wybory do Bundestagu. Kandydatem chadeków na urząd kanclerski jest Angela Merkel, co oznacza, że w przypadku ich wygranej (na razie sondaże dają koalicji CDU/CSU dużą przewagę) będzie kanclerzem po raz czwarty

Całe Niemcy żyją jesiennymi wyborami, zadając sobie pytanie: czy Merkel jest faktycznie najlepszym kandydatem do objęcia urzędu kanclerza, czy jest i pozostanie niezwyciężona i czy wyborcy zaakceptują ją po raz czwarty? Jak na razie Angela Merkel może spać spokojnie, bowiem ostatnie badania opinii publicznej pokazują, że zaufanie do niej utrzymuje się na poziomie sześćdziesięciu kilku procent (Forsa-Umfrage z 4.01.2017). Jednocześnie cały czas koalicja CDU/CSU prowadzi w przedwyborczych sondażach, utrzymując poparcie w granicach 35–38 proc. Oznacza to, iż to właśnie koalicja uzyska prawo do obsadzenia stanowiska kanclerza, ale otwarte pozostaje pytanie, z kim będzie tworzyć następny niemiecki rząd, gdyż na samodzielne rządzenie nie ma najmniejszych szans. Sondaże pokazują, że SPD zdobędzie w granicach 20–21 proc., natomiast pozostałe partie 6–10 proc. Alternatywa dla Niemiec AfD (nazywana przez mainstreamowe media antyeuropejską i antydemokratyczną) nie wchodzi w rachubę, bowiem jest bojkotowana przez wszystkie ugrupowania. Pozostają więc jedynie dwie możliwości: ponownie wielka koalicja SPD/CDU/CSU lub koalicja nazwana „Jamajka” (od flagi tego kraju w barwach czarnej, zielonej i przypisanej do liberałów żółtej), czyli: CDU/CSU, FDP (o ile liberałowie przekroczą próg wyborczy) oraz Zieloni. Tylko takie kombinacje dają ponad 50 proc. głosów.

Merkel nie może przegrać?

Kilka dni temu „Hamburger Abendblatt” napisał, że na Angelę Merkel można...

[pozostało do przeczytania 74% tekstu]
Dostęp do artykułów: