Prawny dyktat Moskwy

Premier Donald Tusk od kwietnia ubiegłego roku opowiada, że Polska i Rosja badają przyczyny katastrofy smoleńskiej na podstawie chicagowskiej „Konwencji o międzynarodowym lotnictwie cywilnym” z 1944 r. I opowiada bajki. Udowodniłem to już w maju 2010 roku na łamach »Gazety Polskiej«. Nie ulega żadnej wątpliwości, iż zgodnie z konwencją chicagowską Tu-154M był »państwowym statkiem powietrznym« (art. 3, pkt b), a konwencja (w art. 3 pkt a) „stosuje się wyłącznie do cywilnych statków powietrznych, nie stosuje się zaś do statków powietrznych państwowych”. Zresztą po co przeprowadzać jakiekolwiek dowody. Nie trzeba wcale wczytywać się w poszczególne artykuły konwencji, wystarczy przeczytać ze zrozumieniem jej tytuł.

Niepasująca konwencja

Pomimo to polski rząd po ogłoszeniu raportu MAK chciał odwoływać się do ICAO, czyli Organizacji Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego, która powołana została do życia właśnie przez konwencję chicagowską. Ku zaskoczeniu Warszawy rzecznik tej organizacji zakomunikował, że samolot, który rozbił się w Smoleńsku, był samolotem państwowym, a ponieważ konwencja dotyczy maszyn cywilnych, to ICAO nie może zabierać w tej sprawie głosu ani komentować raportu MAK.

Rosjanie też nie pozostawiają żadnej wątpliwości. W raporcie MAK stwierdza się wyraźnie, że zgodnie z zarządzeniem premiera Federacji Rosyjskiej z 13 kwietnia 2010 r. postanowiono, że badanie przyczyn katastrofy odbywać się będzie zgodnie z załącznikiem 13 konwencji chicagowskiej. Polacy mieli wyrazić na takie postępowanie zgodę. Tak więc, według MAK, decyzję o wyborze drogi prawnej, o wyborze jednego z załączników konwencji chicagowskiej, ale nie całej konwencji, podjął Putin.

Moscovia locuta causa finita

Na jakich zatem zasadach prawnych odbywa współpraca Polski i Rosji, której celem jest wyjaśnienie przyczyn smoleńskiej tragedii?

Po 10 kwietnia rządy obu państw mogły się umówić, że...
[pozostało do przeczytania 72% tekstu]
Dostęp do artykułów: