Magiczny czas

Czy stąd wzięła się tradycja lampek, a wcześniej świeczek zapalanych na choinkach?

Dokładnie tak. Cały adwent to taki okres kultu światła. Lampki adwentowe, najróżniejsze pochodnie w wigilię Bożego Narodzenia, roraty odbywające się przed wschodem słońca... Wystarczy wyjść na ulice naszych miast i rozejrzeć się wokół. Zobaczymy oświetlone drzewka i specjalne iluminacje. To tradycja wiązana z przełamaniem mroku. Jeszcze gdzieś sto lat temu w kulturze chłopskiej za próg świąt Bożego Narodzenia poczytywano dzień św. Łucji, obchodzony 13 grudnia. Św. Łucja była chrześcijańską męczennicą z początków IV w. W ikonografii występuje z mieczem i tacą w ręku, na której trzyma wyłupione oczy. W związku z tym została patronką ciemności, a zarazem takiego światła, które przenika ciemność. Bo ci, którzy nie widzą, mają lepszy wgląd w to, co duchowe. I dlatego jej imię wiąże się z łacińskim słowem „lux”, czyli światło, promień.

W Polsce o tym święcie dawno już zapomniano. Są miejsca w Europie, gdzie jeszcze się je obchodzi?

Tak. W Skandynawii. Jest to dość ciekawe, bo jest to obszar zdominowany przez religie protestanckie, które w zasadzie nie uznają kultu świętych. Dzień św. Łucji zakorzenił się w tradycji jednak tak mocno, że obchodzony jest do dziś. W ten dzień chodzą po miastach w Szwecji orszaki ubranych na biało dziewcząt w diademach z siedmioma świeczkami i śpiewają włoską pieśń o św. Łucji. Bo Łucja pochodziła z Syrakuz na Sycylii i tam jest pochowana. To święto na poły charytatywne, wiąże się z ideą dobroczynności.

To ciekawe, że w chrześcijańskiej Polsce ta tradycja została zapomniana, a w protestanckiej Szwecji jest wciąż żywa. Co o tym zadecydowało?

W mitologii skandynawskiej występowała bogini o imieniu Lusse. Miała ona postać drapieżnego ptaka, który w najdłuższą noc, czyli w porze adwentu, prowadził „dzikie łowy”. Lusse na czele demonów pędziła przez świat i w...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: