Dla psa kiełbasa

Dodano: 20/12/2011 - Nr 51-52 z 21 grudnia 2011

Nice zapewnił sobie bogate święta, Nowy Rok i część karnawału. Codziennie do wietnamskiego makaronu sojowego dostawał plaster swojej zdobyczy. Nie da się ukryć, że ten dobrobyt zawdzięczał swojemu myśliwskiemu węchowi. Czego nie da się powiedzieć o jego właścicielach. Jeszcze nie było sławetnej weryfikacji i nasze wydawnictwo prasowe powiadomiło, że „dają” olej i śledzie. Śledzi zabrakło, ale był olej. Rybiński uważał się za mistrza kulinarnego, więc postanowił ukręcić majonez. Bo w sklepach był tylko ocet i ten nieszczęsny makaron. Jakimś cudem nabyliśmy jajka chłodnicze, bo wapniaki zwyczajnie były zepsute i cuchnęły. Zabraliśmy się do dzieła, tylko że ten olej to był chyba silnikowy, śmierdział i w żaden sposób nie dawał się połączyć z żółtkami. Skończyło się na wylaniu niedoszłego majonezu do klozetu. Ale Wigilia się odbyła z udziałem rybek z puszki przysłanej w ramach pomocy przez zagranicznych darczyńców, jajek na twardo i sałatki jarzynowej bez majonezu. Była choinka, ale nie
     
53%
pozostało do przeczytania: 47%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze