Dla psa kiełbasa

Nice zapewnił sobie bogate święta, Nowy Rok i część karnawału. Codziennie do wietnamskiego makaronu sojowego dostawał plaster swojej zdobyczy. Nie da się ukryć, że ten dobrobyt zawdzięczał swojemu myśliwskiemu węchowi. Czego nie da się powiedzieć o jego właścicielach. Jeszcze nie było sławetnej weryfikacji i nasze wydawnictwo prasowe powiadomiło, że „dają” olej i śledzie. Śledzi zabrakło, ale był olej. Rybiński uważał się za mistrza kulinarnego, więc postanowił ukręcić majonez. Bo w sklepach był tylko ocet i ten nieszczęsny makaron. Jakimś cudem nabyliśmy jajka chłodnicze, bo wapniaki zwyczajnie były zepsute i cuchnęły. Zabraliśmy się do dzieła, tylko że ten olej to był chyba silnikowy,
[pozostało do przeczytania 53% tekstu]
Dostęp do artykułów: