Zanim pojawi się pies

Później sprawy stanęły mniej ostro – sputniki i Voyagery odczarowały kosmos, zimna wojna zelżała, a po misjach Apollo skończyły się i lęki, i gwiezdne marzenia. Toteż u Carpentera zamiast polityki i klimatów kosmicznych ważniejsze są efekty. Także rozkład emocji i racji w grupie oraz to, jak organizuje się ona w walce i uczy odróżniać zainfekowanych od czystych. Ale najważniejsze są obrazy istot rozrywanych przez transformującą w nich obcą formę, co w sensie filmowym zrobiono olśniewająco. Jeśli chodzi o ekspresję, bo nie artyzm, był to krok naprzód wobec tego, co Ridley Scott pokazał w „Alienie”. I milowy skok wobec tego, co sygnalizowano w „Zemście kosmosu”. Heijningen robi podobny film jak Carpenter, tyle że kończy tam, gdzie tamten zaczyna. Kręci prequele. U Amerykanina była mowa o
30%
pozostało do przeczytania: 70%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@www.gazetapolska.pl

W tym numerze