5 stycznia 2011

Platforma naśmiewała się niegdyś z parlamentarzystów, którzy wraz z rolnikami modlili się o deszcz. No to ma za swoje. Teraz jej samej pozostają wyłącznie modły o koniec śniegu i mrozu. Moja rada: najlepiej pomódlcie się, chłopaki, do świętego Jana Chrzciciela, który był, jak wiadomo, kolejarzem. Nie wiedzieliście o tym? Nawet Gowin nie wiedział?! Wszak mówi Pismo: „Przyszedł z kolei Jan Chrzciciel...”.

Gadam jeszcze w grudniu przez telefon z rodziną z Podkarpacia. U nich – prawie Bieszczady! – zero śniegu. W Poznaniu – zaspy i mróz, najniższa temperatura w Polsce. Suwałki, polski biegun zimna, też mogą się schować. Dziwne, wcześniej przez ileś lat było w Wielkopolsce jak w piosence Kazika: „Kolejna zima, a tu śniegu ni ma”. Kiedy nastąpił przełom? Synoptycy nie mają wątpliwości: od grudnia 2008 r., kiedy prezydent Grobelny zorganizował w Poznaniu Szczyt Klimatyczny, poświęcony globalnemu ociepleniu. Jeszcze szczyt się nie skończył, a już w Poznaniu zaczęły od mrozu pękać rury. W 2009 mróz –25 sparaliżował miasto. W 2010 r. doszły do tego wielotygodniowe opady śniegu, przez co służby Grobelnego gonią w piętkę. Gdy piszę te słowa, widzę w lokalnej telewizji, jak pękła rura przy rondzie Kaponiera, przez co przestały jeździć tramwaje. Jak tak dalej pójdzie, to w 2011 r. Grobelny będzie musiał przenieść swój gabinet na koło podbiegunowe. Żeby się trochę ogrzać.

Kłopoty z wytłumaczeniem, dlaczego w czasie globalnego ocieplenia wszyscy obywatele szczękają zębami, mają nie tylko w Poznaniu czy Londynie. „New York Times” już temu zaradził – niespotykane mrozy nazywa „anomaliami globalnego ocieplenia”. Coś jak w PRL „przejściowe trudności w zaopatrzeniu”?

Janusz Wiśniewski–reaktywacja! Starsi Czytelnicy pamiętają początki mojej kariery jako Lenina. Było to w 2001 r., rozpoczęły się rządy Leszka Millera, a poznańska policja nie mając pomysłu, jak przykładnie ukarać mnie za nielegalne zgromadzenie pod siedzibą SLD, postawiła mi...

[pozostało do przeczytania 59% tekstu]
Dostęp do artykułów: