Atak Neohisterii

W mediach nie ustają spekulacje na temat otoczenia sprawców, motywów ich działania i ewentualnych powiązań z prawicowymi partiami i organizacjami. W Niemczech toczy się dyskusja nad błędami popełnionymi w śledztwie. Dużo emocji wzbudza dwuznaczna rola zatrudnionych w policji współpracowników Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji. Klasa polityczna gorączkowo obmyśla, jak by tu wszcząć procedurę delegalizacji NPD i zadać tym sposobem poważny cios brunatnym. Idioci ze świata polityki i mediów zdają się być zainfekowani wirusem kolektywnego linczu, a wszystko w imię wyższych wartości i dla tzw. dobra sprawy. W publicznej debacie pojawił się nawet postulat „wytrzebienia” brunatnych.

Wyolbrzymianie znaczenia rachitycznej grupki neonazistów i niebezpieczeństwa z ich strony ukazuje, w jaki sposób społeczeństwa uważające się za oświecone i nowoczesne popadają w szaleństwo. Jeszcze za wcześnie, by szacować możliwe skutki tego, co się dzieje. Jak na razie państwo prawa drży w posadach, a zbiorowa histeria klasy politycznej niechybnie zmierza ku podważeniu trójpodziału władzy.

Dla porównania: terroryzm lewicowy i jego odnóża, które np. w ostatnim czasie pojawiły się pod postacią oddziału bojówkarzy na ulicach Warszawy, zbywa się pobłażliwością. Lewaccy agresorzy, którzy od 15 lat z okładem zakłócają spotkania światowego szczytu gospodarczego, rzucają w policjantów koktajlami Mołotowa, podpalają samochody na ulicach Berlina i Hamburga, demolują śródmieścia europejskich miast, podkładają bomby pod pociągi, są traktowani niczym maskotki i rozpieszczani przywilejami.

Przypomnijmy sobie aktywność lewicowych terrorystów w latach 70. Z jednej strony mordowali i dążyli do zrujnowania fundamentów państwa, a z drugiej – byli spokojni o względy salonu i ludzi z szeroko pojętego „towarzystwa”. Terroryści Frakcji Czerwonej Armii (RAF) utrzymywali perfekcyjną sieć kontaktów z głównymi mediami, dzięki czemu zawsze mogli liczyć na odpowiednie nagłośnienie...
[pozostało do przeczytania 46% tekstu]
Dostęp do artykułów: