Nasze prowincjonalne uniwersytety

Dodano: 08/11/2011

Nasze uczelnie są światową prowincją. I rządzą nimi mechanizmy typowe dla regionów prowincjonalnych. Widoczne jest to zwłaszcza w naukach humanistycznych – tam, gdzie idee odgrywają rolę najważniejszą. A idee bywają niebezpieczne. Pamiętam, jak kiedyś w czasie seminarium prof. Ryszarda Legutki jeden z moich kolegów miał świetny referat. W pewnym momencie go przerwał, stęknął i powiedział, że chyba nie rozwinie go dalej. – Dlaczego? – spytał profesor. – Bo to chyba niebezpieczne – odpowiedział kolega. – Ależ, proszę pana – zareagował prof. Legutko – my, filozofowie jesteśmy od mówienia rzeczy niebezpiecznych. Taki przykład wolności i śmiałości jest rzadkością na polskich uniwersytetach. Spróbujmy więc przyjrzeć się tym prowincjonalnym mechanizmom.Mechanizm pierwszy: Wstydzimy się słomy To typowe dla prowincji. Nie dać poznać po sobie, że się jest prowincją właśnie, buntować się przeciw temu za wszelką cenę i odgrywać kogoś, kim się nie jest. Zdaniem prowincji można to
     
13%
pozostało do przeczytania: 87%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze