Maszynista pijanica igrał losem przesiedleńców

Dodano: 08/09/2026 - Nr 37 z 09 września 2026

Co pozostanie z przeszłości, jeśli będzie ona wyprana z pamięci, z bezpośrednich relacji, z żywych emocji, które wspomnieniom nadają rumieniec życia i rys autentyczności?

W pierwszej fazie snu (dwie-trzy godziny) na ogół się śpi „snem sprawiedliwego”, więc pukania do drzwi nie słyszeliśmy. O drugiej w nocy obudził nas straszny rumor w domu babci i dziadka w Kozowie (w województwie tarnopolskim). Drzwi „otworzyli” sobie sowieccy żołdacy kolbami karabinów i kopniakami z taką brutalnością, że moja przerażona rodzina wyskoczyła na równe nogi ze swoich „barłogów”. Było dokładnie pięć minut po drugiej w nocy – co wskazywał stojący w rogu izby zegar z ogromnym wahadłem i pokaźnymi ciężarkami wiszącymi na łańcuchach, napędzającymi mechanizm tego czasomierza. Ten „dostojny” zegar – przedmiot zazdrości sąsiadów – był prezentem od mojego zamożnego ojca, ofiarowanym babci i dziadkowi z wdzięczności za „udaną żonę” – jak żartobliwie mawiał tata (zięć dziadków).

Do chaty weszło

     
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów oraz lektora na gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas [email protected]

W tym numerze