Felieton

Antoni Łepkowski
Czyżby statystyczny polski leming nizinny zapomniał już, że lider opozycji, a obecnie już od ponad czterech i pół roku premier, wzywał do niepłacenia abonamentu RTV? Wówczas żadna gazeta na czele z tą, o której pod żadnym pozorem nie można powiedzieć, że wyprawiają się w niej rzeczy podobne do „Trybuny Ludu” z 1953 r., nie zająknęła się nawet o antysystemowości głównej partii opozycyjnej. A co ze spotkaniem Kwaśniewskiego, Geremka i obecnych włodarzy Polski w Audytorium Maximum Uniwersytetu Warszawskiego w obronie rzekomo zagrożonej Kaczorami demokracji? Czy ktoś porównywał je do faszystowskich wieców, tak jak to czyni cała sfora pismaków, pod światłym przywództwem Paradowskiej, Wielowiejskiej, Żakowskiego i Wrońskiego w odniesieniu do marszów pamięci organizowanych przez dobrowolne...
Robert Tekieli
Donald Tusk jednak przejdzie do historii. Jako szef rządu, który odkrył nową jakość komunikacyjną: autostrady gruntowe. Piękny widok z TVN-owskich śmigłowców: wielokilometrowe splantowane na szerokość kilkudziesięciu metrów pasma gruntu przygotowywane na przyjęcie asfaltu. Niestety, tego asfaltu tam od miesięcy nie ma. Ale robią wrażenie. Autostrady gruntowe. Równiusieńkie. Szerokie. Nie ma asfaltowych, to chociaż są takie. A na okładce amerykańskiego „Newsweeka” Obama z tęczową aureolą i podpisem: „Pierwszy gejowski prezydent”. Nawet Putin nie traktuje go już poważnie. Na konferencję G8 wysłał Miedwiediewa. Numer 6 albo nawet 8 w Rosji. Jeśli Obama zostanie wybrany na drugą kadencję, geostrategiczna sytuacja Polski będzie niewesoła. Choć w ogóle ostatnio pole wyborów, z których można...
Tomasz Terlikowski
Argumenty te, przy najlepszej woli, nie mogą być traktowane poważnie. Świadomości grzechu, takiej pełnej, z wiedzą o tym, jak bardzo obraża on Boga, nie ma także większość dorosłych. My także grzesząc, często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że obrażamy Boga, że zrywamy z nim więź. Wielu z nas uważa też, że w istocie nie grzeszy (ile razy słyszałem od znajomych: „wiesz ja się nie spowiadam, bo nie grzeszę, nikogo nie zabiłem, nikogo nie skrzywdziłem, więc z czego mam się spowiadać”). Ten brak świadomości nie jest jednak argumentem za zaprzestaniem spowiedzi czy przeniesieniem jej na 90. rok życia (bo wtedy w obliczu nieuchronnej śmierci zyskujemy nieco więcej świadomości), ale pozostaje raczej wskazaniem do częstszej spowiedzi i uważniejszego rachunku sumienia. Trudno też traktować...
Krystyna Grzybowska
Ideał sięga bruku Mam poważne wątpliwości co do szczerości tych haseł. Dziś nie sposób odróżnić w Europie prawicy od lewicy, liberałów od lewaków. Z bardzo prostej przyczyny – oni wszyscy wywodzą się z tego samego pokolenia 50-, 60-latków, wychowanego na hasłach lewactwa ruchu studenckiego lat 60. i 70. Porzucili zarówno swoje chrześcijańskie, jak i socjalistyczne korzenie kultywowane jeszcze w drugiej połowie XX w. Osobliwie te korzenie okazały się poważną przeszkodą w wywieraniu ideowych wpływów na rozpuszczone dobrobytem i lekkością bytu społeczeństwa. Należało więc skupić się na rujnującej normalność i naturalność życia ekologii, na wspieraniu homoseksualizmu i feminizmu, nie zauważając, że jest to czerpanie z ideologii marksistowsko-leninowskiej nowego gatunku, dyktowanej przez „...
Ryszard Czarnecki
Urlop z Brukseli Jednak ministerialna kariera Dowgielewicza zaczęła się 10 lat później po zwycięstwie PO w wyborach A.D. 2007. Wówczas został podsunięty Tuskowi przez przeciwników europosła Jacka Saryusza-Wolskiego, uchodzącego w PO za zbyt „twardego” w negocjacjach z naszymi partnerami w UE. Zamiast zbyt ostrego pana Jacka pan Donald wybrał uległego pana Mikołaja. Gdy Tusk udał się do Brukseli, minister Dowgielewicz towarzyszył mu niczym „borowik” z Biura Ochrony Rządu, zawsze stojąc tuż za plecami premiera i niezmiennie genialnie mieszcząc się w kamerze. Był też nieprzytomnym chwalcą skuteczności „Pana Premiera” i jego obfitującej, a jakże, w same sukcesy polityki międzynarodowej. Były minister, a teraz wicegubernator uprawiał propagandę instruktor z KC PZPR do spraw tejże. Opowiadał...
Wojciech Wencel
Mowa nienawiści, mniej groźna w tygodniku „Nie”, dość powszechnie identyfikowanym jako polityczne ekstremum, po 1989 r. stała się znakiem rozpoznawczym „męskiego” kina czy „krwistej” prozy. Władysław Pasikowski uczynił bohaterem „Psów” zachlanego esbeka, palącego teczki osobowe na wysypisku śmieci i szydzącego z poległych za ojczyznę, a do tego pospolitego mordercę. Ale większość widzów zapamiętała wrażliwego mężczyznę „po przejściach”, który mści się „w imię zasad, skurwysynu”. Trudno się dziwić, bo nieszczęśliwie zakochany Franc Maurer na ekranie budził zdecydowanie więcej sympatii niż domagający się lustracji senator Wencel z Chrześcijańskiej Unii Jedności, w skrócie ChUJ. Dlaczego po 1989 r. wielu Polaków uznało ten język za normalny? Czemu zamiast próbować odnaleźć w polskiej...
Krzysztof Wyszkowski
Ale w tym miejscu trzeba docenić dalekowzroczność Tuska. Wydawca albumów o niemieckiej przeszłości Gdańska nie musiał wytężać ubogich zwojów własnego mózgu, bo jako piłkarz podwórkowy wie z góry, że współczesna polityka jest jak wielki futbol – grają wszyscy, ale zawsze wygrywają Niemcy, i z góry postawił wszystko na Merkel. Premier udający Kaszuba, żeby tłumaczyć posiadanie racjonalnej podstawy do osobistej pogardy dla „polnische wirtschaft” („polskość to nienormalność”), teraz może już otwarcie negocjować warunki obsadzenia go na posadzie zastępcy prezesa spółki zarządzającej prowadzącą do Szczecina odnogą rurociągu Ribbentrop-Mołotow. Francja Hollande`a będzie się liczyć już tylko jako zasłona dla powstania niemieckiej potęgi rakietowej, kosmicznej i w końcu nuklearnej. W wymiarze...
Rafał Ziemkiewicz
Na wszelki wypadek zaznaczę, że choć generalnie zgadzam się z Braunem w ocenie pożytku, jaki z działalności arcybiskupa mieli wrogowie Kościoła katolickiego, to absolutnie nie akceptuję takiego sposobu wypowiadania się o, było nie było, duchownym i hierarsze. Problem „złych pasterzy” istnieje w Kościele nie od dziś, i trzeba sobie z nim radzić, nie szkodząc wspólnocie. Ale mój pogląd na tę sprawę nie ma tu nic do rzeczy. Ważne jest to, że Feniksa przyznano Braunowi za konkretne dokonanie twórcze, a nie za przekonania polityczne ani wypowiedzi na tematy publiczne. Mobilizując oburzenie przeciwko tej nagrodzie – z typową dla siebie obłudą, tzn. niby to tylko informując o oburzeniu „w Kościele” – salon bardzo dobitnie obnażył po raz kolejny swoją hipokryzję. Czy ktoś pamięta jeszcze, jak...
Bettina Röhl
Kiedy przed 60 laty powstawała Republika Federalna Niemiec, nikt przy zdrowych zmysłach nie wpadłby na pomysł wątpić w jej demokratyczny fundament. Ani razu niemieckim społeczeństwem nie wstrząsnął rewolucyjny dreszcz. Niemcy były syte i zanurzone w dobrobycie. Na gruncie zamożności i samozadowolenia trudno budować rewolucyjny nastrój. Zawsze znajdą się jednak wyjątki. Ten niemiecki ma twarz nowej lewicy, która na początku lat 60. przystąpiła do stawiania państwa niemieckiego pod pręgierzem zarzutów i oskarżeń. Za sprawą dzieci pokolenia ’68 wszystkie dziedziny życia społecznego objawiły się jako kapitalistyczne, imperialistyczne i klerykalne. Od tamtego czasu rewolucyjne podchody wtopiły się w zachodnioniemiecki pejzaż. Z tym że mimo destrukcyjnych zapędów, utrzymywanego z moskiewskich...
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Na miejscu ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego i marszałka Senatu III RP Bogusława Borusewicza, osób odpowiedzialnych za troskę o Polonię, spaliłbym się ze wstydu. Tym bardziej że zbiórki społeczne organizowane przez niezamożne organizacje kresowe i patriotyczne dają o wiele lepsze efekty. A dzieje się to wszystko w sytuacji, gdy od dwudziestu lat na działalność ukraińskiej mniejszości nad Wisłą i Odrą płyną z kieszeni polskiego podatnika ogromne pieniądze. Cytuję za wspomnianym „Kurierem Galicyjskim”: „Tylko w 2011 r. organizacje mniejszości ukraińskiej otrzymały na swoją działalność, w tym na utrzymanie lokali, wydawnictwo gazet itd. ponad 1 mln 590 tys. zł, Stowarzyszenie  Łemków – 830 tys. zł, Związek Ukraińców Podlasia – 337 tys. zł”. I stosowanie takich rażących...
Marcin Wolski
A przecież pojawiła się już interpretacja. Profesor (który normalnie muchy by nie skrzywdził, chociaż nie, krzywdzenie much to jednak zajęcie entomologów) został sprowokowany. Czym? Samą obecnością kamery i pani Stankiewicz. Niesioł, który normalnie lgnie do obiektywu jak mucha (znowu mucha!) do miodu, tym razem dostał alergii. Dlaczego jednak się nie oddalił? Bo to silniejsze od niego. Celnego uogólnienia dokonała w TVN24 niezastąpiona Julia Pitera. Otóż wszystkiemu winien jest Jarosław Kaczyński, czy „to coś, co w nim jest”. Ona sama jak widzi Kaczyńskiego, przestaje być sobą. Jest to argumentacja znana wszystkim chuliganom: „Dlaczego skatowaliście gościa? – Bo nam się jego pysk nie podobał” – przerażająca w swojej prostocie. Sam widok Kaczyńskiego zwalnia jego adwersarzy od...
Marcin Wolski
Jakże krótką pamięć muszą mieć dzisiejsi koryfeusze żurnalizmu, ochotniczo występując w roli dawniejszych Gontarzy, Kurów i Kąkoli, gromiąc podobnymi słowy „chaos i anarchię”, odsądzając od czci i wiary „warchołów”, „elementy”, „wiadome siły”... W ich wystąpieniach widzę (i to mnie przeraża) tę samą nonszalancję wobec prawdy, to samo obrzydzenie do własnego narodu, zrozumienie dla arogancji władzy i posłuszeństwo „jedynej słusznej linii”. Zazdroszczę im braku wyobraźni, że pewnego dnia parawan kłamstw runie i oni sami staną nadzy pod pręgierzem opinii... A może się mylę. Może doskonale wiedzą, że nie staną, tak jak nie stanęli ich poprzednicy – „Goebbels stanu wojennego”, dziś prasowy magnat, czy pozbawiony kręgosłupa felietonista, dziś gwiazda „loży prasowej”. Naród litościwy,...
Piotr Lisiewicz
Dowcip krążący wśród działaczy Solidarnej Polski. Co symbolizują trzy ludki w logo tego ugrupowania, ustawione w kolejności od największego do najmniejszego? Spadające poparcie oczywiście. Trybunał dla Kaczyńskiego! – zaapelował niedawno Ryszard Kalisz. Nasz redakcyjny kolega Przemysław Harczuk ustalił, że była to zakamuflowana propozycja zawarcia przyszłej koalicji rządowej. Odkrył to w czasie konsumpcji piwa Trybunał produkowanego w Piotrkowie Trybunalskim. W Dwójce pokazali Płocką Noc Kabaretową, w czasie której nonkonformizmem błysnął kabaret Koń Polski. Ze straceńczą odwagą wyśmiał on antyrządowe wybryki na Krakowskim Przedmieściu. Obnażył hipokryzję lidera opozycji. Telewizji, której władza nie chce dać koncesji, dokopał, aż furczało. Podobno Komorowski z Tuskiem przed...
Antoni Łepkowski
Otóż właśnie początek lat 80. ubiegłego wieku to czas, w którym politycy na całym świecie zorientowali się, że przyklejenie się do sukcesów sportu wyczynowego to jedna z najskuteczniejszych dźwigni wynoszących ich na wyżyny popularności. Gdyby w latach, powiedzmy, 50. czy nawet 70. niemiecki bramkarz reprezentacji w piłce kopanej wybił kilka zębów i złamał żebro napastnikowi reprezentacji francuskiej, to kanclerzowi Niemiec nie przyszłoby w ogóle do głowy wysyłanie przepraszającej depeszy do prezydenta Francji. A właśnie taki telegram wystosował do prezydenta Francji kanclerz Helmut Kohl, gdy w półfinale hiszpańskich mistrzostw świata w 1982 r. bramkarz niemiecki zmasakrował francuskiego napastnika. Do początku lat 80. politycy nie bywali w ogóle na stadionach. Obecnie finał światowej...
Ryszard Czarnecki
„No sports”?! Mam dwie ulubione anegdoty związane z Churchillem. Pierwsza jest nieco demoralizująca. Na spotkaniu z Anthonym Edenem, następcą sir Winstona na stanowisku szefa rządu Wielkiej Brytanii, przywódcą konkurencyjnej Labour Party (Partii Pracy), obaj panowie mówili o swoim stosunku do uprawiania sportu. Jeden chwalił się, że gra w tenisa, pływa, jeździ konno i fechtuje (dawna nazwa szermierki) i dzięki temu ma znakomite zdrowie i świetnie się czuje. Na co Churchill odparł, że on nie gra w tenisa, nie pływa, nie jeździ konno i nie uprawia szermierki i „jestem jeszcze w lepszym zdrowiu niż Pan, Panie Premierze”... To właśnie z tej rozmowy miała wziąć się słynna maksyma Churchilla: „no sports”, którą słyszałem setki razy od tych wszystkich, którzy nie przepadają za aktywnością...
Wojciech Wencel
W środowiskach niepodległościowych nikt nie zastanawiał się jednak nad przełożeniem manifestacji na później. Nie podziałała carska propaganda, przestrzegająca przed „psuciem Polakom długo oczekiwanego sportowego święta”. Strażnicy pamięci o bohaterach powstania listopadowego nie przejęli się przyjazdem gwiazd europejskiego cymbergaja i także w czasie mistrzostw organizowali patriotyczne marsze. Protestujący przeciw cenzurze i rusyfikacji nadal wznosili transparenty z napisem „TRWAM-y!”. Dodatkowo do akcji przyłączyli się dorożkarze, którym nie spodobał się projekt ustawy o deregulacji dostępu do zawodów, i socjaliści przeciwni podwyższeniu wieku emerytalnego. Obudzili się także nauczyciele zmuszani do odpracowywania dwóch godzin tygodniowo bez wynagrodzenia (tzw. darmochy). Mistrzostwa...
Rafał Ziemkiewicz
Jeśli dobrze zrozumiałem ministra (a może tylko tak „ustawiły” jego wypowiedź lizusowskie względem władzy media, skoro zupełnie jej przemilczeć nie mogły), miał to być komunikat pozytywny. Na stadionie nie można rozgrywać tylko meczów krajowych, natomiast te w ramach euro, jak najbardziej, bo one się z „podwyższonym ryzykiem” nie wiążą. Kibice wpuszczani na mecze UEFA są starannie dobrani, a poza tym to jednak zagraniczniacy, nie to co rodzima kibolska hołota, więc można ich wpuszczać na stadion, na którym siły porządkowe nie mają możliwości izolowania poszczególnych sektorów ani łączności pomiędzy nimi. Tak że – pointa – niedoróbki stadionu w niczym nie zagrażają mistrzostwom. Szklanka jest do połowy pełna i koko-spoko. A guzik tam. Właśnie to drugie, puste pół szklanki jest...
Krystyna Grzybowska
Wygrana po francusku Cierpliwość się opłaca, niecierpliwość szkodzi. Można zrozumieć zdenerwowanie europosłów z SP, bo na horyzoncie wybory do Parlamentu Europejskiego i chodzi o to, żeby obijać się w Brukseli przez następne lata. I jest problem. Z jakiej listy wystartują, z własnej – małe szanse. Z PiS – jeszcze mniejsze, przynajmniej tak długo, jak czołówka tej partyjki będzie wyżywać się na Jarosławie Kaczyńskim. A może z listy Platformy Obywatelskiej? Ale na to trzeba zasłużyć. Starania już widać. W ostatnich dniach Zbigniew Ziobro jakoś dziwnie zgadza się z premierem Tuskiem i prezydentem Komorowskim, a nawet, wbrew zasadom przyzwoitości, zachęca głowę państwa, by wzięła udział w „szczycie” prezydentów państw Europy Środkowej w Jałcie. Niepotrzebnie się wysila. Komorowski pojedzie...
Robert Tekieli
Reżim pułkownika Putina w dniu intronizacji otrzymał od cara jasno zarysowany cel strategiczny. Bycie centrum dla Eurazji stawia Rosję w konflikcie z Chinami. I my musimy to wykorzystać. Cokolwiek sądzimy na temat chińskiego systemu przemocy. Jeśli nie chcemy, by nasze wnuki żyły w Prywiślańskim Kraju. Kluczem do zrozumienia naszej dzisiejszej sytuacji jako państwa jest uświadomienie sobie, jakimi służbami specjalnymi dysponuje i dysponowała III RP. Aleksander Ścios mówi w najnowszym „Nowym Państwie” krótko: „III RP już na początku swojej drogi została pozbawiona profesjonalnych i propaństwowych służb”. Stało się tak dlatego, że szkolili je i zarządzali nimi wyłącznie funkcjonariusze komunistycznej bezpieki. Zatem nie może dziwić, że w czasie, „gdy szef FBI Michael McConnell porównywał...
Tomasz Terlikowski
Przelicznik, jaki zastosowano, jest wyższy niż w przypadku innych przestępstw. Normalnie za każde 100 dolarów grzywny spędza się w więzieniu jeden dzień, jednak władze uznały „przestępstwo” Prestona za tak złe, że postanowiły go zmusić do zaprzestania jego popełniania, zamieniając każde sto dolarów na trzy dni więzienia. On sam zapewnia, że nawet po wyjściu nie zrezygnuje ze swojej działalności, a więzienie jest elementem jego walki. – Pobyt w więzieniu nie jest niczym przyjemnym czy dobrym ani dla więzionego, ani tym bardziej dla jego rodziny. Jeśli się jednak na niego decyduję, to dlatego, że mój tam pobyt może być ważnym sygnałem dla wielu ludzi, może się stać dla nich przykładem, jak ważne jest życie ludzkie i co warto dla niego ofiarować – podkreślał na swoim blogu Preston. A ta jego...
Krzysztof Wyszkowski
Co się takiego dzieje, że Mazowiecki – człowiek tak ostrożny, że do dzisiaj nie wiadomo, jak mu się udawało być narzędziem bezpieki do organizowania dywersji jednocześnie przeciw prymasowi Stefanowi Wyszyńskiemu i swojemu szefowi Bolesławowi Piaseckiemu – publicznie nawołuje do walki z opozycją jak z Al-Kaidą? Jakie niebezpieczeństwo zagraża Wałęsie, że nie czekając „aż Putin się zdenerwuje”, żąda natychmiastowej rozprawy z tymi, którzy ośmielają się nie wierzyć gen. Anodinie, i wzywa do powrotu do akcji moczarowskiego aktywu młodzieżowego z jego pałkami z pociętych kabli („Oj, jak to boli!”)? Co takiego straszy Smolara, że mimo ujawnienia przeze mnie takiej mistyfikacji planu, nadal tak bardzo „na poważnie” udaje obawę przed zamachem na Tuska i Komorowskiego, jakby ABW miało już...
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Jednak działania podjęte wobec niej i jej współpracowników przez obecnego prezydenta nie są do zaakceptowania. Wobec tych działań podniosły się w Europie głosy sprzeciwu. Jako pierwszy zareagował niezłomny opozycjonista z czasów dyktatury komunistycznej, a obecnie prezydent Niemiec Joachim Gauck, który postanowił, że w takiej sytuacji nie pojedzie na EURO 2012 na Ukrainie, zwłaszcza że mecze w Charkowie niemiecka drużyna będzie rozgrywać zaledwie kilka kilometrów od kolonii karnej, w której więziona jest „pomarańczowa księżniczka”. Gauck postanowił także nie pojechać na spotkanie prezydentów środkowoeuropejskich w Jałcie na Krymie. To się nazywa mieć klasę! Szkoda, że w Polsce nie mamy prezydenta czy premiera tej miary. Tak na marginesie, prezydent Bronisław Komorowski, bądź co bądź...
Marcin Wolski
Oczywiście przegłosować, że będzie dobrze, miło i bogato, a to zrealizować, to dwie różne kwestie, ale chwilowo nikt się tym nie zajmuje. Podobnie jak oczywistą oczywistością, że gospodarkę nadwyrężoną przywilejami socjalnymi może uratować jedynie więcej rynku, a nie więcej socjalizmu. Już jako dziecko poznałem definicję, że kapitalizm to nierówny podział dóbr, a socjalizm – równy podział niedostatków, o czym Francuzi, beztrosko podążający szlakiem Grecji, Włoch i Hiszpanii, przekonają się niebawem. Galijski kogut już ustawił się w kolejce do grilla. Oczywiście może się okazać, że pan Hollande zadziwi świat, obudzi się w nim mąż stanu, obróci się o 180 stopni i pójdzie na przekór swoim obiecankom. Tak się już zdarzało. Np. w Anglii większość postulowanych przez laburzystów reform...
Piotr Lisiewicz
W Moskwie Putin rozpędzał manifestację, zaś bronił go taki ichni Pieronek, czyli patriarcha Moskwy i Wszechrusi Cyryl. Zaapelował on do wiernych, by nie „ulegali pokusom i pustym frazesom tych, którzy chcą rozdzielić społeczeństwo”. Znaczy już wiemy, skąd wzięło się hasło „Zgoda buduje”. Tusk z powagą przyjął wersję prokuratury, zgodnie z którą komendanta Papałę zastrzelił przypadkiem 17-letni złodziej samochodów „Patyk”. Premier dał bezlitosny odpór mającemu wątpliwości w tej kwestii Jarosławowi Kaczyńskiemu: „Nie wiem, ilu złodziei samochodów chodzi z bronią, a ilu bez broni, nie wiem, skąd Jarosław Kaczyński zna obyczaje złodziei samochodów”. No jasne Donaldzik, kumamy, że na obyczajach akurat tych ziomów się nie znasz. W końcu to nie twoja gangsterska półka. Za to taki Jarosław...
Antoni Łepkowski
Tam zachowywał się dość uczciwie, choć można tak to ocenić wyłącznie z powodu tła, w postaci przewodniczącego Sekuły, o którym pisał Stanisław Jerzy Lec, że „Gdy zapachniały fiołki, łajno powiedziało, że działają tanim kontrastem”. Także owemu taniemu kontrastowi trzeba zawdzięczać atrakcyjność wypowiedzi Arłukowicza o reformach Ewy Kopacz. No ale pomysły tej pani bez trudu jest w stanie obrócić w proch i w pył przeciętnie inteligentny gimnazjalista, więc zasługi Arłukowicza należy oceniać, biorąc to pod uwagę. Niedługo przed końcem poprzedniej kadencji Arłukowicz dowiedział się, że przewodniczący SLD ma dla niego niskie miejsce na liście wyborczej. Mimo że popularność uzyskana dzięki udziałowi w programie „Agent” i częściowo też w komisji „hazardowej” oraz – znowu – tani kontrast ze...
Tomasz Terlikowski
Problem z tym oskarżeniem jest tylko taki, że w książce takiego porównania nie ma. Eichmann występuje w niej jeden, jedyny raz, ale nie w kontekście Alicji Tysiąc ani nawet nie obok niej. Wspomniany jest jako argument przeciwko tezie, że urzędnik ma obowiązek wypełniać nawet złe, niemoralne prawo. Alicja Tysiąc nie jest zresztą bohaterką tej książki i nie ma powodów, by w niej wciąż występowała. Opowieści o książce są więc zwyczajnym kłamstwem, którego zapewne w pozwie nie ma, występuje ono natomiast w informacji prasowej, szokującej i przekonującej o zbrodni, która musi być ukarana 130 tysiącami zł odszkodowania dla pozywającej. W innych tekstach jednak – wprawdzie nie nowych, jak to sugeruje adwokat – postać Alicji Tysiąc i Eichmanna występowały obok siebie. Nie było to jednak...
Robert Tekieli
Coraz więcej osób zdaje sobie bowiem sprawę, że wyraźne zorganizowany i dość szeroko opisany ruch sekciarski jest zwyczajnie szkodliwy. Jednak zbiorowej świadomości jak dotąd umyka psychomanipulacja związana z oswajanymi przez popkulturę ruchami, takimi jak bioenergoterapia, sztuki walki czy metody kontroli umysłu. Kiedy sądy zaczną ścigać Ellen Grave? Czy udowodnienie związku między śmiercią Szwajcarki a obłędną ideologią głoszoną przez australijską guru jest trudne? Ile lat minie, zanim państwa zaczną bronić swoich obywateli przed psychomanipulacją? Nasi propagandyści jeszcze nie wpadli na pomysł, by ludziom radzić odżywianie się powietrzem, za to pojawiło się ostatnio mnóstwo różnych newerendingstory. Sprawa rodziców zmarłej dziewczynki z Sosnowca już nie skupia na sobie uwagi...
Krystyna Grzybowska
A jeden ze znawców tematu azjatyckiego zauważył w naszej telewizji, że Chińczycy do tej pory skupiali się na naśladowaniu naszych (czytaj: nie polskich, ale zachodnich) wyrobów i wsławili się produkowaniem kopii produktów różnych technologicznie przodujących firm, jak np. samochodów marki Mercedes. A teraz chcą nabyć wysokie technologie i dlatego wchodzą w partnerstwo strategiczne z państwami Unii Europejskiej, a zwłaszcza z Europy Środkowej i Wschodniej. Już widzę te rozwinięte technologie III RP, na które polują inwestorzy Państwa Środka. Technologię to oni mogą kupić w Stanach Zjednoczonych, Szwecji, RFN i paru innych krajach wysoko rozwiniętych, a w Polsce to najwyżej przepis na produkcję kiełbasy, bo pierogi już mają, własne i nie gorsze od naszych. W każdym razie, pieniądze Pekin...
Wojciech Wencel
Angielski twórca był za gruby, żeby wsiąść na konia, więc pisał wiersze. Ale żeby jakoś przeżyć, pisał też felietony i to one przyniosły mu sławę. Nie zmienia to faktu, że poezja, nawet w naszych czasach, ma znaczący wpływ na kulturę. Choć na spotkania autorskie w każdej epoce przychodzi nie więcej niż sto osób, ostatecznie wiersze okazują się trwalsze od wypowiedzi celebrytów czy deklaracji polityków. Bohater „Dnia świra” ma w sobie za dużo agresji, by stać się następcą wieszczów, ale słusznie zauważa, że „dyktaturami wstrząsają poeci”. Podczas spotkania ze studentami ekonomii jeszcze raz okazało się, że literatura wcale nie musi być hobbystyczną zabawką humanistów. Wprawdzie międzywojenna inteligencja, nazwijmy ją tak, techniczna, została w znacznej mierze wyrżnięta przez Sowietów,...
Ryszard Czarnecki
Wracając do tandemu Donek–Jędrek, czyli prezes Rady Ministrów i prokurator generalny. Wicie, rozumicie, trzeba dać po łapach opozycji. Nadają na rząd, a to „nielzia”. Już zaraz jeden czy drugi biskup przygotuje teologiczne uzasadnienie, że podnoszenie ręki na rząd to grzech ciężki, a ponowne podniesienie ręki na rząd (nawet tylko słowem) – to grzech śmiertelny. Bo przecież każda władza pochodzi od Boga. Niestety dla władzy: takich „biskupów-patriotów” jest w Episkopacie zdecydowana mniejszość, ale z czasem może to się zmieni. Władza przecież potrafi wychowywać kapłanów. Przynajmniej niektórych, bo nie wszyscy dadzą się zresocjalizować. Prezydentowi Komorowskiemu nie spodobało się kazanie w katedrze polowej, to i pognał jego autora. Teraz biskup polowy waży już słowa. Oj, waży. Wracając...
Rafał Ziemkiewicz
Tą instancją wyższą, nadrzędną wobec narodu, okazała się wtedy dla Mazowieckiego zachodnia opinia publiczna. Do niej to odwoływał się ramię w ramię z Wałęsą, Geremkiem i innymi tzw. autorytetami, alarmując, że w Polsce panuje reżim, że łamane są prawa człowieka, zniszczona została wolność słowa etc. Nie było w tych donosach na Polskę ani odrobiny prawdy – żadnego z zarzutów, z którymi biegały rzeczone autorytety do zachodnich mediów, nie udało się potwierdzić ani prokuraturom, ani sądom, ani dwóm powołanym wyłącznie w tym celu sejmowym komisjom. Z przykrością muszę więc nazwać sędziwego pana Mazowieckiego oszczercą, i to oszczercą własnego państwa – przynajmniej dopóki nie wyrazi ubolewania z powodu kłamstw, do rozpowszechniania których w Europie i na świecie się swoimi wywiadami...
Bettina Röhl
W tych okolicznościach aż dziw bierze, że można dziś w Niemczech bez narażania się na nieprzyjemności poczynić publicznie uwagę, że Wallraff mógł być przez aparat Stasi prowadzony, można nawet wspomnieć, że nadano mu pseudonim operacyjny Wagner i uznawano za cenne źródło informacji. Cała historia odbywała się jednak jakby poza samym Wallraffem, który miał – jak z uporem powtarza – zupełnie nieświadomie uczestniczyć w działaniach aparatu bezpieczeństwa. W 2003 r. wymiar sprawiedliwości zezwolił na publiczne głoszenie, że Wallraff był nieświadomie wtyczką Stasi. W odbiorze społecznym funkcjonuje jeden wizerunek Wallraffa – dzikiego, niepokornego geniusza smaganego przez wrogie moce, które tylko wypatrują sposobności, by porysować pazurami jego kryształowy wizerunek. Na samym początku...
Piotr Lisiewicz
Skojarzyłem sobie, że wspomniana pogarda dla aktorów to cecha sowiecka. Kiedy Sowieci wkroczyli w 1939 r. do Lwowa, aktorów nie traktowali początkowo najgorzej, uznając, że wkrótce będą występować w ich cyrkach. Poetka Beata Obertyńska postanowiła ratować się, udając aktorkę i pokazując enkawudzistom dyplom Związku Artystów Scen Polskich. „Scen Polskich?!” – zaśmiał się urzędnik. „Tiepier będą artyści scen sowieckich”. Miał rację – byli, niektórzy wciąż nawet są... Byli też tacy, którzy na sowieckiego aktora nie pasowali, jak Ordonka, której oni za jej patriotyzm kazali młotem wyrąbywać szosy w Sowietach, przez co jej gruźlica rozwinęła się tak, że nie pożyła już długo. Nie pasował też Eugeniusz Bodo, który skonał na zalanej moczem podłodze bydlęcego wagonu. Pani Katarzyno, Panie Mariuszu...
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Dlatego też warto odnotować dwa najnowsze wydarzenia. Pierwszym z nich jest proces beatyfikacyjny ks. Waltera Ciszka, apostoła Syberii. Urodził się on w 1904 r. w amerykańskiej Pensylwanii, w rodzinie polskich emigrantów. Po wstąpieniu do zakonu jezuitów wyraził pragnienie pracy w Europie Wschodniej. Po ukończeniu studiów w Collegium Russicum w Rzymie i po przejściu na obrządek wschodni został wysłany do Polski, gdzie rozpoczął posługę kapłańską w misyjnym ośrodku w Albertynie koło Słonimia w województwie nowogródzkim. Ośrodek ten utworzony został w celu odbudowania unii kościelnej Cerkwii prawosławnej z Kościołem katolickim, która to unia w zaborze rosyjskim została siłą zniesiona przez zaborców. Gorącymi zwolennikami tych działań był papież Pius XI, który jako były nuncjusz papieski w...
Marcin Wolski
W dodatku ów rozparzony prostak nie próbuje nawet udawać pana, posyłać dzieci na lekcje muzyki czy sam uczyć się od lokaja manier. A po co? W dawnej bibliotece walnął fototapetę z grzbietami książek i grywa sobie w piłkę albo w kręgle w dawnej galerii lustrzanej. „A co! To je moje!”. Czyżby rzeczywiście uwierzył, że parę głosów przewagi w sejmie gwarantuje mu wieczystą nieomylność? A może specjaliści od technik manipulacji przekonali go, że jakakolwiek konsultacja, okazywanie szacunku ludziom, nawet przeciwnikowi, to karygodna słabość – dasz palce, rękę urwą? Komuch jaki był, rachował siły na zamiary – negocjował albo strzelał. W dodatku miał świadomość pełnej kontroli informacji, a jakby co – wsparcia bratnich armii. Dziś z monopolem krucho, a gdy idzie o wsparcie z zagranicy...
Antoni Łepkowski
Ten specyficzny rodzaj dwoistej wrażliwości moralnej stał się w środowisku PRL-bis zaraźliwy jak dżuma. Przy okazji drugiej rocznicy Smoleńska reżimowi żurnaliści nie odpuszczają żadnej okazji do dezawuowania dorobku prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Słyszymy, że była to kiepska prezydentura, pełna niezręczności, przesycona przesądami w polityce zagranicznej i nienawiścią w wewnętrznej. Po raz setny przypomina się „Irasiada”, „Borubara” i „małpę w czerwonym”, zapominając dodać, że były to jedyne trzy lapsusy bez jakiegokolwiek znaczenia w całym prezydenckim czteroleciu profesora Lecha Kaczyńskiego. Mówią to ci sami ludzie, którym nie przeszkadza odkrywkowa metoda wydobywania gazu łupkowego, pisownia rzeczowników „ból” i „nadzieja”, rozsiadanie się w fotelu przy stojących gościach, brednie o...
Robert Tekieli
A teraz z innej beczki. Czy Sarkozy stracił szansę na reelekcję przez wpadkę z Rolexem? Być może. Zarejestrowane przez rządowe kamery i udostępnione mediom ujęcie, gdy prezydent ściskając tysiące rąk na wiecu, zdejmuje kosztowny zegarek przed podaniem ręki ciemnoskóremu Francuzowi, było medialnym hitem. Pomyślałem sobie, to jakoś niesprawiedliwe. Ale potem dotarło do mnie, że wręcz przeciwnie. Takie odruchy mówią prawdę o człowieku. A ja tego człowieka jakoś odruchowo nie lubię. Choć pewnie socjalista będzie na tym stanowisku jeszcze gorszy. Ale swoją drogą, jakim bubkiem musi być urzędujący prezydent, by pokonał go facet o ujemnej charyzmie? Dziennikarz samobójca o Polsce ostatnich lat: „nigdy nie zbudowano tylu dróg, tylu stadionów”. I nie jest to tekst z lat 70. ubiegłego wieku. To...
Tomasz Terlikowski
Ale na tym nie koniec. W lutym bowiem ukazała się cała książka poświęcona odpowiedzi na pytanie, czy posiadanie dzieci jest moralne. Autorką książki „Dlaczego mieć dzieci? Debata moralna” jest kanadyjska, feministyczna bioetyk (ops, zapewne powinienem napisać bioetyczka) Christine Overall (prywatnie matka dwójki dzieci). Jej głównym celem jest przekonanie czytelników, że argumenty za posiadaniem dzieci, które wspólne są większości normalnych ludzi, są w istocie pozbawione sensu. Tak jest choćby, zdaniem Overall, z twierdzeniem, że posiadanie dzieci jest dobre dla samych dzieci, które dzięki temu mogą istnieć. Dlaczego? Odpowiedź jest tak głupia, że aż dziw, że mogła ją sformułować osoba parająca się filozofią. A brzmi ona następująco: jeśli przyjąć takie myślenie, to posiadanie jednego...
Krystyna Grzybowska
Ano tak się dzieje, gdy prezydent traci kontakt z rzeczywistością, pląsa w oparach populizmu, potykając się o swoje trzewiki na wysokich obcasach i coraz częściej plącze się w zeznaniach, to znaczy w obietnicach adresowanych do ludu francuskiego. Nie tylko Sarkozy, który – wstyd przyznać – cieszył się poparciem i nadzieją wielu ekspertów od polityki oraz komentatorów, nie spełnił oczekiwań, coraz niższe są notowania rządzącej w Republice Federalnej Niemiec partii Angeli Merkel CDU. Chrześcijańscy demokraci mają coraz mniejsze poparcie w krajach związkowych, co zapewne będzie miało wpływ na przyszłoroczne wybory do Bundestagu i może skończyć się zmianą warty w Berlinie. Pewnie ewentualne zwycięstwo Hallande’a osłabi pozycję kanclerz Merkel w Unii Europejskiej. Pytanie, czy duet Merkozy...

Pages