Rosja–Turcja–W. Brytania. Rosyjscy agenci mordują za granicą

Polowanie na Czeczenów

Rosyjskie media natychmiast próbowały narzucić własną wersję wydarzeń – Czeczeni mieli paść ofiarą pobratymców. Sugerowano, że mężczyzn zabili czeczeńscy przeciwnicy islamistycznego skrzydła rebelii. Ofiary były bowiem związane z liderem Emiratu Kaukaskiego, Doku Umarowem. Musajew, który trafił do Stambułu 1,5 roku temu, ciężko ranny w walkach w górach Kaukazu, odgrywał ważną rolę w zdobywaniu pieniędzy dla rebelii.

Ale wersja „czeczeńska” od początku budziła wątpliwości. Rzucało się w oczy doskonałe przygotowanie zamachu, choćby wybór czasu i miejsca. Napastnicy wiedzieli, że ofiary nie będą uzbrojone – do meczetu nie można wnosić broni. Zabójca strzelał z zimną krwią w jednej z najruchliwszych części Stambułu i mógł szybko zniknąć, korzystając z paniki tłumu.

Turecka policja szybko zidentyfikowała zamachowca dzięki nagraniom z kamer przemysłowych, a potem namierzyła pokój hotelowy, w którym mieszkał. To osoba posługująca się rosyjskimi dokumentami na nazwisko 55-letniego Aleksandra Żarkowa. Ustalono, że mężczyzna wraz z dwoma towarzyszami przyleciał do Stambułu 2 września i zatrzymał się w hotelu w rejonie Aksarai (sąsiadującym z Zeytinburnu).

Okazało się, że Żarkow był w Turcji już w 2009 r. Przyjechał do Stambułu kilkanaście dni przed zabójstwem Musy Atajewa, wysłannika przywódcy rebelii, a wyjechał tuż po. W prasie pojawiły się teraz spekulacje, że Żarkow to kiler z tzw. Grupy Berlińskiej. To organizacja przestępcza, finansowana przez jednego z rosyjskich oligarchów, nadzorowana i chroniona przez służby specjalne.

W zamian za „kryszę” płatni zabójcy wykonują dla patronów z FSB, SWR czy GRU mokrą robotę. Wspomniany Atajew dostał kulę w lutym 2009 r., w tej samej dzielnicy co trójka jego rodaków teraz. Emigracja do Turcji nie uchroniła przed śmiercią także byłych komendantów polowych: Islama Dżanibekowa (grudzień 2008) i Hadżiego Edilsułtanowa (wrzesień 2008)....
[pozostało do przeczytania 62% tekstu]
Dostęp do artykułów: