Byłem urzędnikiem państwa PO

Dodano: 27/09/2011 - Nr 39 z 28 września 2011

Koordynowałem pracę podległych ministrowi zdrowia dyrektorów, brałem udział w przygotowywaniu raportów z MZ dla kancelarii premiera. Moim najważniejszym zadaniem było jednak koordynowanie „Białego szczytu”. Idea w skrócie polegała na tym, że przedstawiciele rządu, dyrektorzy szpitali, związki zawodowe i przedstawiciele organizacji skupiających pacjentów wspólnie wypracują dokument, który miałby zawierać wytyczne dla rządu, jakie działania ma w kwestii ochrony zdrowia podjąć. Niestety, szczyt okazał się zwykłym zabiegiem PR.Dlaczego? Tusk i inni liderzy Platformy Obywatelskiej doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że PO nie ma żadnego programu naprawy sytuacji w służbie zdrowia. Jednocześnie nikt w partii nie chciał powtórki z rządu Jarosława Kaczyńskiego, przed kancelarią którego pielęgniarki ustawiły słynne „białe miasteczko”. „Biały szczyt” był świetną piarowską zagrywką, skutecznie kanalizującą nastroje społecznie w służbie zdrowia.Ale przecież szczyt się
     
13%
pozostało do przeczytania: 87%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze