Nie przykładać rewolweru do skroni

Nie chciałbym się stawiać w roli sędziego czyjegoś sumienia i postępowania. Mogę tylko przypomnieć zasady, które obowiązują w świetle nauki Kościoła i Ewangelii. Dlaczego? Nie wiemy przecież, czy niektórzy posłowie nie konsultują swoich decyzji, głosowań z kierownikiem duchowym. Wtedy sądzenie ich postaw wiązałoby się z ryzykiem sądzenia osób trzecich czy nawet jakiegoś środowiska kościelnego. Niewątpliwie do Polski wchodzi pewna batalia cywilizacyjna, która przetaczała się także przez inne państwa. Osobiście uważam, że tu, w Polsce, ma ona związek z pewną grupą ludzi, którzy chcieliby „posprzątać” po Janie Pawle II. Papież Polak wywarł w ich przekonaniu za mocny wpływ na pewne środowiska, nawet całe pokolenia, i dlatego ktoś chciałby to teraz „naprawić”. Stąd walka o in vitro, powracająca batalia o domniemane prawa kobiet czy prawo do aborcji.

Popieranie aborcji, rozwodów, in vitro – to chyba dość jednoznaczne wystąpienie przeciw nauce Kościoła.

Chrystus mówił, że nie możemy się zadowolić tylko i wyłącznie ustanawianiem praw, dlatego że Ewangelia jest czymś więcej niż prawo. Prawo jest literą, a litera zabija. Kościół przede wszystkim koncentruje swoją energię, swoje siły na głoszeniu Ewangelii i uwalnianiu ludzi od egzystencjalnego strachu przed śmiercią. To ów strach przed śmiercią powoduje, że kobieta nie chce urodzić dziecka, rodzina zmusza dziewczynę do popełnienia aborcji etc. Dlatego Kościół koncentruje się na sumieniu, na duszy ludzkiej. Z drugiej strony prawo stanowione wyznacza pewne normy (moralne) w społeczeństwie i nie można tego bagatelizować. Chciałbym po prostu uciec od sądzenia postaw, choć jako ksiądz czuję w sercu ogromną potrzebę, by bronić wartości przyniesionych przez Jezusa Chrystusa w przestrzeni publicznej, wartości uniwersalnych, do zastosowania w życiu każdego człowieka.

Zostawmy sądzenie polityków. Czy jednak nie jest tak, że ci deklarujący się publicznie jako katolicy, także...
[pozostało do przeczytania 75% tekstu]
Dostęp do artykułów: