Pop-powstanie Warszawskie

„Powstańcze” landrynki Rok później kapela Lao Che wydała genialny, i chyba do dziś nieprześcigniony album „Powstanie Warszawskie”, po którym na dobre rozpoczęła się kariera sierpniowego zrywu w popkulturze. – Wielkie wydarzenia historyczne, takie jak Powstanie Warszawskie, wymagają wyjątkowego ujęcia i dotarcia do szerokich rzesz odbiorców – mówił Jan Ołdakowski, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego. Jego zdaniem, oba te warunki spełnia kultura masowa. Ta zaś rządzi się swoimi prawami. Trudno w niej o miejsce na patos czy typowo rocznicowe zadęcie. Niby to dobrze, ale każdy medal ma dwie strony. I tak, prócz piosenek z patriotycznymi tekstami czy poezją powstańców, marszy i gier miejskich były już landrynki w puszce z fotografią zniszczonej Warszawy, temperówka bombowiec, cała masa kubków, smyczy, podkładek pod myszkę, znaczków i innych gadżetów. Jedni podchodzą do nich ze sporą dawką dystansu, np. prof. Andrzej Paczkowski. – Od premiery musicalu „Jesus Christ
14%
pozostało do przeczytania: 86%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gazetapolska.pl

W tym numerze