Bez patriotycznego kina i krzyża w Strefie Zero

Wojna o krzyż

Okazało się, że liderzy religijni zostaną wykluczeni z obchodów 10. rocznicy zamachów na WTC. „To jest Ameryka? Obchody takiego wydarzenia bez modlitwy to jakieś szaleństwo. Ameryka się zatraciła” – mówił „The Wall Street Journal” były radny Nowego Jorku Rudy Washington. Burmistrz Nowego Jorku Michael Bloomberg tłumaczył: „Każdy chciałby brać udział w uroczystościach. Jednak nie każdy może w nich uczestniczyć. Nie ma miejsca dla wszystkich. W niektórych przypadkach po prostu niewłaściwe jest uczestnictwo niektórych ludzi”. 10 lat po zamachach na amerykańską ziemię zabraknie podczas wielkiej rocznicy tego mrocznego wydarzenia miejsca dla chrześcijan, którzy byli filarem wsparcia po zamachach. Chrześcijanie (a pamiętajmy, że chrześcijaństwo to wciąż podstawa amerykańskiej tradycji) są również wypierani z miejsca pamięci w fizyczny sposób. Przeciwko obecności krzyża na zgliszczach WTC protestują ateiści, którzy uważają, że w miejscu upamiętniającym tragiczne ataki doprowadza on do pomieszania religii i państwa. Ateiści twierdzą, że krzyż  w tym miejscu „stał się chrześcijańską ikoną” tego miejsca. Decyzja władz miasta spowodowała, że chrześcijanie zorganizują mszę kilka przecznic od Strefy Zero.

Paranoja zamiast flagi

Jednak nie tylko krzyż w miejscu kaźni kilku tysięcy Amerykanów przeszkadza kapłanom „nowego wspaniałego świata”. Również Hollywood przez całą dekadę znalazło czas na zrobienie dwóch filmów opowiadających historię bohaterstwa Amerykanów tego wrześniowego poranka. Winston Dixon napisał w swojej książce „Film and Television after 9/11”, że po zamachach powstało kilka patriotycznych filmów wojennych, takich jak „Helikopter w ogniu” czy „Byliśmy żołnierzami”, które były odpowiedzią na „Pearl Harbor” XXI w. Teza publicysty jest o tyle słaba, że te obrazy nie różnią się niczym od takich filmów jak „Szeregowiec Ryan” czy „Cienka czerwona linia”, które powstały przed atakami na...
[pozostało do przeczytania 68% tekstu]
Dostęp do artykułów: