Hollywood – droga na prawo

Już w latach 40. i 50. Sowieci próbowali za pomocą swojej agentury spenetrować fabrykę snów, organizując strajki i siejąc propagandę wśród intelektualistów, którzy zgodnie z maksymą Orwella są w stanie uwierzyć w każdą bzdurę. Po złotym okresie amerykańskiego kina w latach 50. lewica, trockiści i miłośnicy „wujka Stalina” uzyskali wpływy w fabryce snów podczas rewolucji lat 60. To właśnie filmy zbudowały czarną legendę wojny w Wietnamie czy oczerniały wizerunek Kościoła katolickiego. Dziś najwięksi aktorzy i celebryci stają podczas wyborów koło lewicowych polityków i nie ukrywają chęci budowy „nowego wspaniałego świata”.

Przez ostanie lata konserwatyści w Hollywood byli w prawdziwym odwrocie i tylko tacy twardziele jak Clint Eastwood, Jon Voight, James Woods czy Andy Garcia potrafili jawnie wspierać prawicę i często płacić za to wysoką cenę. – Jeśli jesteś konserwatystą w Hollywood, szczególnie religijnym, musisz spotykać się z ludźmi potajemnie. Osoby takie szepczą do siebie na imprezach – mówił niedawno scenarzysta Andrew Klavan.

Chrześcijański coming out

Jednak coraz więcej twórców w Hollywood przestaje się ukrywać i zaczyna robić filmy, które wyłamują się z powszechnej lewicowej propagandy. Filmy te dotyczą wiary w Boga i wartości chrześcijańskich, co w świetle tego, że jeszcze dwa lata temu producenci próbowali w filmie o apokalipsie i Piśmie Świętym (mowa o „Księdze ocalenia”) wykreślać w scenariuszu odniesienia do Biblii (sic!), jest sporą zmianą. A jeśli do tego dodać fakt, że jeden z tych filmów dotyczy problemu aborcji po gwałcie, to trzeba powiedzieć, że mamy do czynienia z prawdziwą rewolucją.
Czy naprawdę wybaczyłabyś człowiekowi, który cię zgwałcił? Czy nie dokonałabyś aborcji dziecka poczętego w gwałcie? Te dwa pytania stawia film „Loving the Bad Man”. Gdy większość czołowych gwiazd Hollywood sponsoruje aborcyjną sieć klinik „Planned Parenthood”, twórcy filmu skupiają się na dramacie zabicia...
[pozostało do przeczytania 62% tekstu]
Dostęp do artykułów: