27 lipca 2011

Dodano: 16/07/2011 - Nr 30 z 27 lipca 2011

Ciągle wydzwania do mnie poseł z Poznania Jan Filip Libicki (niedawno w PiS, potem PJN, obecnie w klubie PO). Kabluje mi on ochoczo o przekrętach niektórych działaczy Platformy z Poznania. A konkretnie tych, którzy jego samego w PO nie chcą. Tłumaczy mi, że w duchu pozostanie zawsze pisowską wtyką w PO, a głupoty na swoim blogu wypisuje dlatego, że musi się uwiarygodnić. Powyższe cztery zdania to kompletna bzdura. Wyssałem je z brudnego palca. Ale niektórzy w PO będą mieć teraz wątpliwości, jak jest naprawdę. Ot, skutki reputacji pana posła. Zapewniam raz jeszcze: naprawdę nic mi nie kablował. Zresztą sprawdźcie billingi, skoro mi nie wierzycie.  Nieupolityczniony znajomy z podstawówki podzielił się ze mną refleksją, do jakiej doszedł w czasie sobotniej konsumpcji wódki w zacnym towarzystwie osiedlowym. Towarzystwo (parę lat temu powiedzieć by można dresiarskie) przerzucało w nocy kanały telewizyjne. Refleksja była następująca: jedyne, co da się oglądać, to Telewizja Trwam oraz
     
22%
pozostało do przeczytania: 78%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze