Euronorma a polski „skandal”

Właśnie ostatnio chadek Rivellini zaczął publicznie roztrząsać kolejną nieobecność swojego rodaka i domagać się, aby neapolitańczyk w końcu się zdecydował, co wybiera: fotel u siebie czy eurofotel. Było ostro, gdy Włosi swoje wewnętrzne, włoskie sprawy roztrząsali w stolicy UE. Jakoś się nie przejmowali, że Europa na to patrzy. Co więcej, nikomu z widzów nie przyszło do głowy, aby źle pomyśleć o Włoszech i Włochach, że swoje porachunki załatwiają na brukselskim forum. Tak to po prostu jest. Tak było, gdy szefa europosła Rivielliniego, premiera Silvio Berlusconiego – uwaga: podczas włoskiej prezydencji! – brutalnie atakowali na posiedzeniu PE w Strasburgu jego włoscy kompatrioci. Identycznie zdarzyło się, gdy po świetnym przemówieniu premiera Jej Królewskiej Mości, Tony’ego Blaira w tymże Strasburgu przetrzepali mu skórę jego rodacy. W ostatnim półroczu w PE pod ostrzał własnej narodowej krytyki dostał się dwukrotnie premier Węgier Victor Orban. I wszyscy uznali to za rzecz absolutnie
     
65%
pozostało do przeczytania: 35%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze