Strategia wyborcza czy imperatyw moralny?

Opozycja „za rogiem publicznej toalety”

Każde z fałszywych określeń, jakie uknuto wobec intencji Jarosława Kaczyńskiego, służyło sparaliżowaniu środowisk domagających się wyjaśnienia przyczyn tragedii i wyciszeniu głosów opozycji. Bez najmniejszych trudności wmówiono Polakom, jakoby prawda o śmierci naszych rodaków miała być groźna dla spokoju społecznego, nieść zagrożenie dla debaty publicznej, wywoływać zło i konflikty. Uprawnioną i konieczną w każdej demokracji krytykę rządzących sprowadzono do „złych emocji” i „gry tragedią”. To, co w każdym państwie należy do zakresu niezbywalnych praw obywateli, nazwano „politycznym awanturnictwem” i okrzyknięto „zagrożeniem dla spokoju społecznego”, nawiązując tym samym do putinowskiej maksymy: „Opozycję należy bić pałką po łbie, a swoje poglądy może wyrażać za rogiem publicznej toalety”.

Zaatakowane tym jazgotem społeczeństwo miało nabrać przekonania, że samo mówienie o tragedii smoleńskiej jest przejawem politycznego awanturnictwa, a domaganie się od grupy rządzącej wyjaśnienia przyczyn katastrofy urasta do miana działalności sprzecznej z polskim interesem, godzi w sojusze i idee pojednania. Szczególnie groźnie brzmiały wówczas słowa rozlicznych „przyjaciół” Jarosława Kaczyńskiego, nieszczędzących mu dobrych rad i krytyki za „zbędną eskalację konfliktów”. Z upodobaniem spekulowano o rzekomych konfliktach w PiS-ie i zmianie na stanowisku prezesa, przeciwstawiano Kaczyńskiemu Ziobrę, straszono Macierewiczem i wieszczono „kryzys przywództwa”.

Ci sami pseudomoraliści, którzy z zapałem tropili wypowiedzi prezesa PiS, nie mieli cienia odwagi, by ocenić słowa polityków Platformy, napiętnować aferzystów lub dostrzec prawdę o Komorowskim. Ośmieleni dyspozycją rządzących, ukryci w stadzie gęgaczy rezonowali identyczne brednie według kanonu słów-paralizatorów.

Narzucona narracja

Wielu polityków PiS-u przyjęło wówczas narzuconą przez media...
[pozostało do przeczytania 79% tekstu]
Dostęp do artykułów: