Narodowa amnezja to zjawisko uleczalne

Opowiedział fabułę, porównał z „Psami” i „Różyczką”, dał dobry tytuł „Oni mogą wszystko”, delikatnie zganił, że opowieść zrealizowana jest po amerykańsku (to akurat uważam za komplement, bo obecnie żadna inna szkoła w filmie popularnym się nie liczy). I wszystko.

Tymczasem wydarzenie, jakim jest ten film, daleko wykracza ponad możliwości zwykłej recenzji. Coś się w Polsce stało takiego, że dwóch starych wyjadaczy, w tym prezes Stowarzyszenia Filmowców, odważa się sięgnąć po temat tabu i opowiedzieć go sensacyjnie i przekonująco. W dodatku ktoś to zatwierdził, ktoś dał pieniądze, ktoś wpuścił na ekrany.

Doprowadzić do wściekłości Adama Michnika i zdobyć poklask u Tomka Sakiewicza to naprawdę spora zasługa.

To, że w PRL byli esbecy, że dochodziło do morderstw dokonywanych przez „nieznanych sprawców”, przyznawano niechętnie. Jednak po cudownym przeistoczeniu, w trakcie misterium „okrągłego stołu” oprawcy przemienili się w „ludzi honoru” i wypominanie im zaszłości jest jedynie „obrzydliwą skłonnością ludzi chorych z nienawiści”.

Tymczasem spółka Bromski i Machulski idzie po wielokroć dalej, niż dopuszcza „poprawność warszawki” – dawni ubecy nie tylko dostatnio żyją (ubezpieczeni w prywatnej kasie asekuracyjnej) i działają, ale tworzą prawdziwą ośmiornicę przeżerającą Trzecią Najjaśniejszą. Mogą wszystko – ukręcić łeb śledztwu, skorumpować kogo trzeba, pobić lub zabić, a wszystko w pięknych pejzażach budującego się kapitalizmu.

Jest to więcej, niż udało się dowieść najbardziej zajadłym funkcjonariuszom „kaczyzmu”. Jakiś czas temu Rafał Ziemkiewicz prawie mnie przekonał, że osławiony Układ nie istnieje, a pogrobowcy bezpieki to jedynie luźna sieć układów, grupowych interesów lub wykształconych zachowań z zawodową solidarnością na czele. Nie można go dopaść, uciąć mu łba, bo łba nie ma.

Po filmie Jacka Bromskiego wcale nie jestem tego taki pewien. Choć może rzeczywiście nasza ośmiornica to bardziej...
[pozostało do przeczytania 58% tekstu]
Dostęp do artykułów: