Indianie w bantustanie

Można by powiedzieć – było, minęło – gdyby nie fakt, że Komorowski z Tuskiem nadal fetują Jaruzelskiego w Belwederze, a pod wodzą m.in. Sikorskiego główne role w dialogu polsko-niemieckim odgrywają aktywiści PRL, przemundurowani, jak to opisywała Teresa Kuczyńska, na propagandystów interesów niemieckich i rosyjskich. Za potwierdzenie takiego stanu może być uznana wkładka do tygodnika „Polityka”, sygnowana wspólnie z Fundacją Współpracy Polsko-Niemieckiej. Pismo, którego obsada personalna decydowana była w KC PZPR, miało do relacji polsko-niemieckich, i, jak się okazuje, nadal ma, stosunek funkcjonalny. Poprzednio tropiło rewanżystów zachodnioniemieckich, a teraz tropi rzekomych rewanżystów antyniemieckich i antyrosyjskich w postaci kaczystów. Dzięki temu „Polityka” jest znowu, jak za PRL, organem partyjno-rządowym, który pod kierownictwem premiera Tuska „realizuje pryncypialny program nakreślony aparatowi propagandy”. Szczególnie ten wyrażony przez Gorbaczowa podczas spotkania z
     
35%
pozostało do przeczytania: 65%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze