Łyk tlenu

– Mnie też bliskie są ideały chrześcijańskie! – poparł Rosjanina Mataki. Było to z jego strony dość odważną deklaracją. Na temat stosunku prezydenta Stanów Zjednoczonych do wiary krążyły najróżniejsze spekulacje. W zależności od potrzeb marketingowych bywał raz bardziej chrześcijaninem, raz muzułmaninem lub animistą, a krytycy uparcie wytykali mu młodzieńcze grzeszki: praktykowanie voo-doo i flirt z satanizmem. – A co do rzekomych bredni na temat zjawisk nadprzyrodzonych... Muszę zmartwić szanownego kolegę. Jeszcze za czasów moich poprzedników w Agencji Bezpieczeństwa Narodowego utworzono komórkę zajmującą się wspomnianą problematyką. Wnioski są niezwykle ciekawe. Mianowicie osiemdziesięciu dziewięciu procent cudów uznanych przez Kościół rzymskokatolicki nie można zakwestionować, również pozytywnie zweryfikowano znaczną liczbę zjawisk paranormalnych niedających się wyjaśnić na gruncie współczesnej nauki. – Jako realista dopuszczam jeszcze jedną koncepcję – odezwał się Rosjanin. – Proroctwo mógł sporządzić ktoś dysponujący realną wiedzą o przyszłości. Może wynaleziono jakieś urządzenie, które to umożliwia, jakiś „wziernik przyszłości”?

– Sam pan wie, że nauka wyklucza taką możliwość – ożywił się Mac Brandon.

– Dzisiejsza nauka – prychnął Michajłow – być może! Ale za parę lat ktoś podważy twierdzenia Einsteina, sformułuje inną teorię na temat czasu i przestrzeni...

– Zostawmy rozważania na temat tego, co jest, a co nie jest możliwe! – przerwał spór prezydent Stanów Zjednoczonych. – Jako odpowiedzialni za ten świat mamy do czynienia z konkretną sprawą i musimy zdecydować, jak ją rozwiążemy. Istnieje kilka opcji. Pozwolić panu Carpenterowi upublicznić swoje odkrycie...

– W żadnym wypadku! – krzyknęli chórem jego obaj rozmówcy.

– Łatwo wyobrazić sobie następstwa takiego działania – rozwinął temat Mac Brandon. – Oznaczałoby to tryumf tradycjonalistów i masowe represje wobec wszystkich, których uznano by za...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: