List do Donalda

Zresztą, bez przesady, nie ma co się Pana specjalnie czepiać, bo na przykład w Senacie był jeszcze jeden piłkarz, zresztą wybitny – Pan Grzegorz Lato. I on przecież też, tak jak Pan, nie wygłosił żadnego przemówienia! Skądinąd Senat RP nazywa się czasem „izbą refleksji i zadumy”. Rzeczywiście, należałoby zadumać się nad kondycją wyborców, którzy delegowali tam obu Panów. Co do tego drugiego członu to i Pan, Panie Donku, i Pan Grzesiu sprawiacie wrażenie raczej całkowicie bezrefleksyjnych.

Co do tego bimbania i totalnej olewki, czyli lekceważenia swoich parlamentarnych obowiązków, to właściwie docenili to pańscy koledzy z klubu parlamentarnego. Ponieważ tego nie ma w pańskim oficjalnym życiorysie, to przypomnę. Był rok 1992. Klub parlamentarny KLD, czyli Kongresu Liberalno-Demokratycznego (pamięta Pan, jak wtedy ludzie krzyczeli „liberały – aferały!”) połączył się z innym równie ciekawym gronem: klubem parlamentarnym Polskiej Partii Przyjaciół Piwa. Mało kto już pamięta, że wówczas Pańskimi kolegami posłami byli Krzysztof Ibisz i Janusz „Siara” Rewiński. Minęło niemal 20 lat: Rewiński dalej ma genialne poczucie humoru, Ibisz bywa zabawny, a Pan jak był smutasem, tak smutasem pozostał.

Ale wracając do tego połączenia (choć pamiętam, że w kuluarach Sejmu mówiło się wtedy, że liberałowie „zlali się” z Piwem...) zorganizowano wówczas wybory na szefa nowego, większego klubu. I oto okazało się, że polityk Donald Tusk dostał baty od mało znanego biznesmena Jana Pomuły. Wiem, że zbolało wtedy Pana, Panie Donaldzie. Także dlatego, że wtedy pańscy koledzy liberałowie po raz pierwszy wsadzili Panu nóż w plecy i zamiast zagłosować na przywódcę i kumpla, zagłosowali na kogoś z innej bajki. A może zrobili tak, bo akurat już dobrze Pana poznali.

W zasadzie piszę teraz do Pana głównie dlatego, żeby zapytać się, czy nie wziąłby Pan udziału w konkursie, który organizują polscy kibice. Aby go wygrać – a Pan kocha wygrywać – wystarczy trafnie...
[pozostało do przeczytania 19% tekstu]
Dostęp do artykułów: