Bez Osamy bin Ladena

Obama kontynuował rozpoczętą dawno akcję wywiadowczą, poszedł za tropem, który odkryła poprzednia administracja, poprzednie szefostwo CIA. Bez tego tropu, a także procedur, zarządzeń, scalenia wielu organizacji wywiadowczych – wszystko autorstwa George’a W. Busha, sukces ten byłby niemożliwy.

Tę co najmniej małoduszność wytknęła Obamie mimo ogólnej euforii nawet część mediów w USA. Toteż zaprosił Busha na spotkanie z ofiarami 11 września (nierocznicowa impreza, przedwyborcza zagrywka przeznaczona dla widzów w całej Ameryce), ale b. prezydent odmówił, stwierdzając, że jak czyni to konsekwentnie od zakończenia prezydentury, nie zamierza eksponować swojej osoby. Obama po akcji
[pozostało do przeczytania 89% tekstu]
Dostęp do artykułów: