Chopin jest nie tylko naszą własnością

A jednak takie przekonanie wciąż powraca. Mówi się, że jeden pianista gra Chopina po polsku, a inny nie. Jeden wyobraża sobie wierzby płaczące na łąkach Mazowsza, a inny nie ma o nich zielonego pojęcia.

Rzeczywiście, pojawiają się takie schematyczne sformułowania, ale uważam, że w praktyce trudno traktować je poważnie. Przecież Martha Argerich wygrała Konkurs Chopinowski, nie będąc nigdy wcześniej w Polsce. Naszych wierzb płaczących na pewno nie widziała, nie była w Żelazowej Woli. Tymczasem to właśnie ona najlepiej zagrała mazurki. Podobnie było z Fou Tsongiem – artysta chiński też okazał się bezkonkurencyjny w interpretacji tych utworów. Jeśli mamy do czynienia z wielkim talentem, osobowością, artyzmem, kreatywnością – to muzyka Chopina musi trafić do wyobraźni i umysłu. Wybitni artyści, obdarzeni wielką intuicją, jeśli uznają to za konieczne, na pewno potrafią wyobrazić sobie tę mazowiecką płaczącą wierzbę i doskonale oddać ducha utworu.

Głosów zarzucających zwyciężczyni ostatniego konkursu, Juliannie Awdiejewej, że nie jest szopenistką i nie czuje ducha, było bardzo wiele. W dodatku część krytyków zarzucało jej, że gra po męsku.

Tych ostatnich zarzutów nie traktowałbym zbyt poważnie, ponieważ nie uważam, aby delikatność, czasem wręcz sentymentalizm, był w przypadku Chopina jakimś szczególnie pozytywnym atutem. Jego muzyka jest pełna romantycznych wzlotów i upadków, emocji, bogactwa kolorów i harmonii, głębokich ekspresji. Daje wykonawcy bardzo szeroki wachlarz zróżnicowanych środków interpretacyjnych.

Poza tym wielkie rosyjskie pianistki zawsze grały „po męsku”: Judina, Grinberg, Nikołajewa. Nie mówiąc już o tym, że sama Argerich też raczej do dziewczęcych artystek nie należy. Nie zdziwił Pana ton komentarzy po finałowym werdykcie? Skandal, kompromitacja, pomyłka…

Przyznaję, iż z bardzo mieszanymi uczuciami odbieram powtarzającą się co pięć lat atmosferę...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: