Czterdziesty piąty z czterdziestu pięciu

Wybory, kampanie wyborcze i cała machina promowania „idealnych” kandydatów wrosły już na stałe w obraz współczesnego świata. Żadna jednak walka i rywalizacja nie rozpala takich emocji i nie wzbudza takiego zainteresowania na całym świecie jak wybory prezydenta Stanów Zjednoczonych. Oczywiście mam na myśli czasy po II wojnie światowej, kiedy Stany osiągnęły status głównego rozgrywającego na światowej scenie politycznej, a prezydent tego kraju stał się politykiem numer jeden w hierarchii światowych przywódców. Konstytucja, będąca w Stanach ciągle świętością narodową, daje prezydentowi władzę naprawdę olbrzymią

„Przysięgam uroczyście, że będę wiernie wykonywał
[pozostało do przeczytania 91% tekstu]
Dostęp do artykułów: