Clinton z wozu…

Dodano: 15/11/2016 - Nr 46 z 16 listopada 2016
Można narzekać na jakość tegorocznych prezydenckich pretendentów, można krytykować styl kampanii, która zbliżała się do poziomu wulgarnego talk-show, nic nie zmieni jednak wymowy werdyktu Amerykanów, może tych biedniejszych, gorzej wykształconych, z małych ośrodków, ale stanowiących prawie połowę narodu. Być może wyczuli intuicyjnie zmowę elit (od pewnego czasu partie przestały się różnić między sobą) i postawili na kandydata antysystemowego, a zarazem na normalność, nie na lewacką utopię, nie na soft cenzurę, jaką jest poprawność polityczna. Jeśli popatrzyło się na wyborczą mapę USA na poziomie stanów i hrabstw, w oczy rzucała się przewaga Trumpowej czerwieni nad wysepkami błękitu, którymi były wielkie miasta. Tam biedota pospołu z finansjerą głosowała na starą cwaniaczkę, gwarantującą, że będzie tak, jak było, tyle że gorzej. Dlaczego? – to pytanie dla socjologów i medioznawców.  Wielu konserwatystów głosowało na miliardera celebrytę (niespecjalnie
     
38%
pozostało do przeczytania: 62%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze