Clinton z wozu…

Można narzekać na jakość tegorocznych prezydenckich pretendentów, można krytykować styl kampanii, która zbliżała się do poziomu wulgarnego talk-show, nic nie zmieni jednak wymowy werdyktu Amerykanów, może tych biedniejszych, gorzej wykształconych, z małych ośrodków, ale stanowiących prawie połowę narodu. Być może wyczuli intuicyjnie zmowę elit (od pewnego czasu partie przestały się różnić między sobą) i postawili na kandydata antysystemowego, a zarazem na normalność, nie na lewacką utopię, nie na soft cenzurę, jaką jest poprawność polityczna.

Jeśli popatrzyło się na wyborczą mapę USA na poziomie stanów i hrabstw, w oczy rzucała się przewaga Trumpowej czerwieni
[pozostało do przeczytania 64% tekstu]
Dostęp do artykułów: