Prawda czasu, prawda kryminału

„Nie ufaj nikomu” to sprawny kawał powieści sensacyjnej, bez większych przeróbek nadający się do ekranizacji

Niejeden raz pisałem na tych łamach, że literatura popularna znacznie lepiej odzwierciedla najważniejsze problemy współczesności niż ta z górnej półki. Wychwalani nad miarę „jubilerzy słowa” piszą przeważnie o wymyślonych problemach wymyślonych bohaterów, a prawdziwe życie toczy się na ulicy, w kryminalnych rubrykach prasowych czy obiegowych plotkach. Nie ma fresków poświęconych Solidarności i transformacji na miarę „Przedwiośnia” czy „Generała Barcza”, a nawet gdy sięgają po takie tematy „pisarze wyklęci” w rodzaju Wildsteina, krytyka nie traktuje ich poważnie. Beletrystom użytkowym jest zdecydowanie łatwiej, czego dowodzi książka Wojciech Wójcika, pisarza zatrudnionego, jak sam o sobie pisze, „w administracji rządowej”. Mam nadzieję, że się tam uchował po dobrej zmianie, bo widać, że doskonale rozpracował System od środka.
„Nie ufaj nikomu” to sprawny kawał powieści sensacyjnej, bez większych przeróbek nadający się do ekranizacji. Choć nie ma tam dat, akcję daje się zlokalizować w końcowych latach rządów Platformy, kiedy „państwo istnieje tylko teoretyczne”, a jego najważniejsze agendy to „kamieni kupa”, a  wśród nich prywatne folwarki.
Rzecz czyta się bardzo dobrze. Scen wymiany ognia nie powstydziliby się specjaliści od kina akcji, mimo że Marek, młody funkcjonariusz ABW, nie jest nadczłowiekiem i tylko z postury przypomina Jacka Reachera.  Dotąd zajmował się głównie pracą biurową, ale już w pierwszej akcji terenowej przyjdzie mu zmierzyć się z bezlitosnymi bandytami i walczyć o życie. Zachodniego poloru dodają powieści trzy piękne kobiety, w różny sposób związane z głównym bohaterem, jednak sama istota akcji jest typowo polska. Ewentualnie mogłaby się rozgrywać w jakimś kraju latynoskim lub postsowieckim.
 Dotyczy ona gangreny, która toczy nasze państwo, służby, i to od samej góry, a stanowi niechlubne...
[pozostało do przeczytania 24% tekstu]
Dostęp do artykułów: