Pole gry

Nie twierdzę, że „dobra zmiana” już wygrała. Istnieje jeszcze mnóstwo zagrożeń i wiele niewiadomych. Jedno wszelako nie ulega dla mnie wątpliwości. Głupota i zacietrzewienie opozycji pomagają, jak mogą, władzy w osiągnięciu sukcesu.

Już parę miesięcy temu wieszczyłem, że opozycja totalna prowadzić może jedynie do totalnej klapy. Na jak długo starczy bowiem grania wyłącznie złymi emocjami, doprawianiem gęby Kaczyńskiemu czy Macierewiczowi i pokrzykiwaniem: „Demokracja jest zagrożona”. Zwłaszcza jeśli jedynym konkretem, jaki można przytoczyć, jest sprawa Trybunału Konstytucyjnego, dla większości społeczeństwa od początku niejasna, a na pewno idealnie obojętna. Przeciętny obywatel ma o sędziach jeszcze gorsze zdanie niż o politykach i z pewnością nie będzie organizował w ich obronie drugiego Majdanu.
Polacy swój rozum mają i potrafią też odróżniać stan wojenny jakoby wprowadzany przez PiS od stanu aberracji, w który popadli Niesiołowski, Frasyniuk et consortes. Skądinąd byli opozycjoniści powinni wiedzieć, że lud można wyprowadzić na barykady, ale pod konkretnymi hasłami: chleba, igrzysk, wolności... A co można wypisać dziś na transparentach prócz ogólników? Może  „Nie bierzmy 500+!” albo „Chcemy pracować aż do śmierci i jeden dzień dłużej!” czy wreszcie „Nie życzymy sobie Pisowskich Mieszkań +. Prawo do bezdomności jest niezbywalnym prawem człowieka i obywatela!”.
Jarosław Kaczyński bardzo zręcznie wybrał pole gry, na którym jego przeciwnicy nie są w stanie wygrać. Nie można odrzucić programów socjalnych, podobnie jak trudno walczyć z reindustrializacją czy stawać po stronie banków i hipermarketów przeciw własnemu państwu.
W sferze ideologicznej uprawianie demagogii idzie łatwiej – i dlatego nie ma jeszcze procesów aferzystów, złodziei, zdrajców, których opozycja natychmiast przedstawiłaby jako represjonowanych za przekonania, więźniów politycznych itp. Sądzę, że na to poczekamy gdzieś do końca roku, kiedy KOD będzie...
[pozostało do przeczytania 27% tekstu]
Dostęp do artykułów: