Bezwstyd

Choć od sejmowego wystąpienia Grzegorza Schetyny minęło już trochę czasu, moje zdumienie połączone z oburzeniem nie ustępują. To wielka sztuka przelicytować w agresji Stefana Niesiołowskiego, a w idiotyzmie Julię Piterę.

Pan Schetyna stwierdził, że wstyd mu było za panią premier mówiącą o suwerenności. Równie dobrze mógł mówić o wstydzie za kazania Skargi czy przemówienia posłów Sejmu Wielkiego. Dla mnie Beata Szydło zapisała się złotymi zgłoskami w dziejach polskiego honoru i godności. Można oczywiście było się z nią nie zgadzać, ale manifestować wstyd?!
O jedno słowo za daleko, panie liderze!
Czy nie było panu wstyd, kiedy prezydent Najjaśniejszej, z pańskiej partii, wizytował Uniwersytet „Karola Wyszyńskiego” i bredził o Janie Pawle III, kiedy właził na fotel w Japonii lub chwalił antyfaszystę Stauffenberga?
A jakie uczucia wstrząsały panem, kiedy na pobojowisku pod Smoleńskiem pański szef Donald przybijał żółwiki z Putinem albo kiedy raport Anodiny naigrawał się z rozsądku Polaków, a pijana hołota atakowała modlących się pod krzyżem? Bo rozumiem, że kiedy odkrywano rozmaite afery, z pańską hazardową – pełną spotkań na cmentarzach i stacjach benzynowych – nie wstyd zaglądał panu do oczu, ale oczywisty strach.
Mówi się, że rzadko który polityk dostaje drugą szansę. Przytrafiło się to de Gaulle’owi, Piłsudskiemu, Churchillowi... Pan też, wyautowany parę lat temu przez Tuska, dostał historyczną możliwość posprzątania po Kopacz i jej psiapsiółkach i stworzenia silnej, konstruktywnej opozycji.
Okres niełaski bywa wykorzystywany przez inteligentnych polityków jako czas nauki. Pan swoich lekcji nie odrobił! Wracając do polityki z pomysłem „opozycji totalnej”, postanowił pan wyprowadzić walkę z rządem na ulicę i za granicę. Pierwsze zakrawa na głupotę (ulica służy do manifestowania swej obecności planktonowi parlamentarnemu), drugie na zdradę.
I dlatego to mnie jest wstyd za pana. Bo przegrać może każdy,...
[pozostało do przeczytania 8% tekstu]
Dostęp do artykułów: