Przekroczyć cienką linię…

Od przewrotu majowego z 1926 r. minęło 90 lat, ciągle jednak jest to przedmiot sporów i polemik, szukania winnych i zastanawiania się, czy istnieją wartości, w imię których warto podjąć ryzyko wojny domowej

„Panie Marszałku, uczyłeś nas zawsze, że dobro Narodu jest naszym najwyższym prawem. Na granicach Polski nie bronionych górami, wielkimi rzekami i morzami, postawiłeś wolę i hart Wielkiego Człowieka i chciałeś je wpoić w cały Naród”
– Generał Gustaw Orlicz-Dreszer,
Sulejówek, 15 listopada 1925 r.

Krwawe starcia, które rozpoczęły się 12 maja 1926 r., to z pewnością największy dramat Piłsudskiego i, co należy podkreślić, incydent niezamierzony. Marszałek nigdy nie zamierzał szafować polską krwią w sytuacji innej niż zagrożenie bytu narodu, a także nie planował zbrojnego przewrotu. Jednocześnie cały czas obserwował wydarzenia w Europie i starał się na nie reagować. Dlatego nie możemy patrzeć na ówczesne wypadki tylko w kontekście spraw polskich. Musimy pamiętać, że w roku 1926 bezpieczeństwo młodej II Rzeczypospolitej diametralnie się pogorszyło. Złożyły się na to dwa czynniki: traktat gwarancyjny w Locarno podpisany w październiku 1925 r., w którym de facto Francja „sprzedała” bezpieczeństwo Polski za cenę gwarancji niemieckich dla swoich granic, i drugie, znacznie groźniejsze wydarzenie, widmo jeszcze odległego, ale nieuchronnego (zasygnalizowanego porozumieniem w Rapallo i wzmocnionego paktem o nieagresji z 24 kwietnia 1926) sojuszu Niemiec i Rosji Sowieckiej. Dopiero uwzględniając tę wiedzę, możemy oceniać działania Piłsudskiego.
Służba państwu
Polska połowy lat dwudziestych nie była wolna od narastających sporów wewnętrznych, często poszczególne partie polityczne przedkładały swoje partykularne interesy nad dobro państwa. Ciągłe zmiany rządów czy rywalizacja w walce o władzę osłabiały kraj, a to bardzo cieszyło naszych wschodnich i zachodnich sąsiadów. Odsunięty (ale nie odłączony!) od bieżącej...
[pozostało do przeczytania 83% tekstu]
Dostęp do artykułów: