Smoleńsk – pierwszy akt wojny

Swoje poglądy na temat tego, co było przyczyną tragedii smoleńskiej, wyrażałem już wielokrotnie. Od lat nic nie spowodowało, żebym musiał zmienić zdanie, że doszło tam do zamachu. Jednak bez względu na przyczyny katastrofy warto przyjrzeć się zastosowanej przez Rosjan taktyce, będącej elementem wojny, nazwanej później hybrydową

Otóż niemal każda wojna ma charakter hybrydowy. Rzadko kiedy dochodzi do działań militarnych w taki sposób, że państwo ogłasza wojnę, przemieszcza swoją regularną armię w kierunku przeciwnika, a następnie uderza na niego, próbując zniszczyć siły obronne. Może sobie pozwolić na to ktoś mający tylko olbrzymią przewagę militarną, ekonomiczną i polityczną. W praktyce w czystej formie takie działania się nie zdarzają.
Co to jest wojna hybrydowa
Można zyskać dużo więcej, prowadząc wojnę wielowymiarową. Jednym z takich podstawowych działań są akcje propagandowe. Zohydzając wizerunek przeciwnika, możemy pozbawić go międzynarodowej pomocy, osłabiać morale żołnierzy, a nawet rozbić zaplecze polityczne.
Innym niezwykle istotnym elementem takiej wojny jest dezinformacja. Wejście w kanały łączności zaatakowanego i wysyłanie mu sprzecznych albo przynajmniej niezgodnych z rzeczywistością sygnałów doskonale paraliżuje działania. Czasem niszczy się jego kanały łączności i tworzy zastępcze, pozornie przyjazne. Wtedy przeciwnik jest głuchy i ślepy, działa jak zahipnotyzowany.
Bardzo istotnym elementem wojny hybrydowej jest uruchomienie zaplecza szpiegowsko-lobbystycznego. Większość uczestników tej gry wcale nie jest świadomymi szpiegami. Zostają zmanipulowani tak, by agresor mógł osiągnąć konkretne cele. Ważnym celem tego typu aktywności jest skłonienie zaatakowanego, by nie ogłaszał stanu zagrożenia czy wojny. Chodzi o to, by sprawa agresji nie była jednoznaczna i nie mobilizowała wszystkich możliwych sił służących do obrony. Z ostatnich przykładów tego typu walki można wskazać ukrywanie mundurów rosyjskich...
[pozostało do przeczytania 62% tekstu]
Dostęp do artykułów: