Dzień święty święcić

Gdy w 2010 r. wprowadzano zakaz palenia w miejscach publicznych, podniósł się tradycyjny lament wieszczący ograniczenie wolności, spadek zysków knajp etc. Obecnie nie znam nikogo, kto chciałby przywrócenia stanu sprzed reformy. Podobnie byłoby z zakazem handlu w niedzielę

Portal Bankier.pl obwieścił światu, że według jego wyliczeń zakaz handlu w niedzielę kosztowałby gospodarkę – bagatela – 50 mld zł. Informacja szybko zrobiła karierę w sieci i zwyczajowo nikt nie drążył, jak eksperci Bankiera dokonali tego szacunku. A zrobili to w, delikatnie mówiąc, niespecjalnie wyszukany sposób. Sprawdzili, ile PKB wytwarza się w przeciętną niedzielę, a ile w ustawowe święta wolne od pracy, w które handel generalnie się nie odbywa. Różnicę między oboma wartościami (ok. 1 mld zł) pomnożyli przez 50 tygodni, no i proszę – gospodarka straci jak byk 50 mld! Zapomnieli tylko o dwóch drobnych szczegółach. Po pierwsze, w święta ustawowe generalnie się nie pracuje, tymczasem w zwykłe niedziele po wprowadzeniu zakazu handlu wiele zakładów (produkcja ciągła, uczelnie zaoczne etc.) wciąż prowadziłoby pracę na wcześniejszych zasadach, czyli np. płacąc pracownikom dodatkowe wynagrodzenie. A więc rzekoma „strata” na PKB byłaby mniejsza. Po drugie, zapomnieli też, że „nic w przyrodzie nie ginie” – aktywność handlowa, mająca obecnie miejsce w niedziele, nie rozpłynęłaby się w powietrzu. Ludzie w niedziele wciąż musieliby jeść, pić i konsumować różne niezbędne do życia dobra, które wcześniej musieliby nabyć. Różnica byłaby taka, że kupiliby je w inny dzień tygodnia.
W szale niedzielnych zakupów
Trudno sobie wyobrazić, że te wszystkie tony produktów, targane co niedzielę w koszykach do kas hipermarketów, Polacy sobie po prostu odpuszczą. Bardzo często są to przecież zakupy na cały tydzień, które świadomie odkładamy właśnie na niedzielę. Innym razem są to bardziej wyszukane artykuły konsumpcyjne – odzież, sprzęt elektroniczny etc. Jeśli nie zostaną one...
[pozostało do przeczytania 77% tekstu]
Dostęp do artykułów: