Przypadki człowieka odważnego

Wśród wielu znakomitych książek, które tego roku mogliśmy znaleźć pod choinką, miejsce wyjątkowe zajmują „Cienie moich czasów” Bronisława Wildsteina

To szczególny rodzaj autobiografii wyłamującej się z reguł tego gatunku. Wspomnienia o rodzinie, czasach i ludziach stanowią jedynie część owej „spowiedzi rzeki”, niezwykłego, intelektualnego pamiętnika człowieka, który jak mało kto potrafił oprzeć się uwarunkowaniom – rodzinnym, środowiskowym, pokoleniowym. Rzeka to dziwna, rzekłbym – gdyby nie konsekwencja pisarska – kapryśna, przyśpieszająca przy historycznych przełomach, rozlewająca się w filozoficznych dywagacjach i znów wartka, fascynująca, docierająca do sedna spraw!
Gdybym miał systematyzować jej walory, na pierwszym miejscu postawiłbym szczerość, z jaką autor mierzy się ze szczegółami pokoleniowej biografii, opowiada o własnych błędach, złudzeniach i dojrzewaniu ideowym. O iluzjach i ślepych uliczkach. O dawnych przyjaciołach, z którymi obecnie jakikolwiek dialog nie jest możliwy.
Książkę ten powinien przeczytać każdy, kto podobnie jak ja zadaje sobie pytanie: „Co się stało z naszą klasą?” i dlaczego po 1989 r. mogliśmy obserwować zjawisko przypominające historyczny „koniec świata szwoleżerów”? Bronek nie daje nam gotowych odpowiedzi, ale przybliża możliwość samodzielnego wyciągania wniosków. Tu nieodparcie nasuwa mi się jego słynny czyn, jakim było upublicznienie wyniesionej z IPN-u listy, która po wiek wieków łączyć się będzie z jego nazwiskiem. Od tego momentu proste ukręcenie łba lustracji stało się niemożliwe.
Fascynujące są charakterystyki ludzi, bynajmniej nie uproszczone – choć bywają okrutne, jak w wypadku Palikota, który jest dla autora tandeciarzem, wcieleniem kiczu, cynikiem, który próbował wkupić się do elity, ale od początku skazany był na porażkę. Surowy  osąd spotka grupę pampersów, kiedyś wielką nadzieję konserwatywnej telewizji, na różne sposoby wchłoniętą przez system. Wildstein nie kryje żalu,...
[pozostało do przeczytania 31% tekstu]
Dostęp do artykułów: