Morderca z t-shirtów

Wybrał drogę grabieży i gwałtów, choć pochodził z zamożnej, wykształconej argentyńskiej rodziny. „Wolałbym raczej być niepiśmiennym Indianinem niż amerykańskim milionerem” – mówił, pielęgnując w sobie nienawiść do arystokracji i przedsiębiorców. Józef Stalin był dla niego największym autorytetem, Chruszczowowi nie mógł wybaczyć destalinizacji. Ernesto „Che” Geuvara – ikona lewicowej młodzieży

Ernesto Guevara został lekarzem w Gwatemali. W tamtejszych kawiarniach, gdzie dyskutował na temat marksizmu i latynoamerykańskiej drogi do komunizmu, jego rozmówcy nadali mu przydomek „Che” – czyli kumpel. Jego przejście na drogę rewolucjonisty nie było całkiem spontaniczne. Zainaugurowana przez oficera KGB Nikołaja Leonowa przyjaźń Fidela Castro i Ernesto „Che” Guevary miała sprawić, że przyszły dyktator Kuby zarazi się komunizmem i będzie lojalny wobec Kremla. I tak Guevara został figurą w grze, która sprowadziła na wyspę terror, biedę i śmierć.
Morderca, któremu żal pieska
 „Z pewnym wstydem muszę przyznać, że świetnie się w tych dniach bawiłem. To magiczne poczucie nietykalności (…) z radością oblizywałem wargi, widząc ludzi uciekających z obłędem w oczach na widok samolotów. Wszystko to było bardzo zabawne, wszystkie strzały, bomby, przemówienia i inne atrakcje, które przerwały monotonię mojego życia” – to opis wrażeń z rewolucji w Boliwii z 1953 r. Z takim nastawieniem zaciągnął się do grupy Fidela, aby 25 września 1956 r. wsiąść na statek „Granma” („Babcia”). Ruszył na swoją pierwszą partyzantkę, w której szybko awansował na kubańskiego commandante. Był brawurowy i okrutny: podczas pierwszych miesięcy rewolucji zlecił kilkadziesiąt egzekucji (także swoich przyjaciół), które sam nadzorował, często osobiście sięgając po broń. Rozstrzelania nazwał we wspomnieniach „nieprzyjemnym epizodem”, ale chwilę później notował z żalem zdanie o „zamordowanym (sic!) szczeniaku”.
Obóz pracy „Che” Guevary
Okres pierwszych lat rządów na...
[pozostało do przeczytania 65% tekstu]
Dostęp do artykułów: