Petenci FSB

Okoniem \ Katarzyna Gójska-Hejke

Informacje, które w tym numerze ujawnia Dorota Kania, mówią więcej o prawdziwych relacjach na linii Warszawa–Moskwa niż niejedna analiza. Okazuje się bowiem, że ani katastrofa smoleńska, ani napaść Rosji na Ukrainę, ani sankcje nałożone na ludzi Kremla nie zachwiały braterską współpracą kierowanej przez zauszników Bronisława Komorowskiego SKW i putinowskiego FSB. Gdy Rosjanie mordowali ludzi na wschodzie Ukrainy – pamiętajmy, iż wśród ofiar byli również nasi rodacy – funkcjonariusze Służby Kontrwywiadu Wojskowego doskonalili fach od „kolegów” z Federalnej Służby Bezpieczeństwa. A słowa potępienia wobec polityki Kremla w ustach polityków PO z ówczesnym prezydentem na czele były wyłącznie teatrem. Bo przecież rzeczywista współpraca – ta dająca FSB profity w postaci możliwości inwigilowania jednej z najważniejszych instytucji gwarantujących nam bezpieczeństwo – nigdy nie została nawet ograniczona! Rosjanie poruszali się po siedzibie SKW z równą swobodą jak szefowie tej
     
53%
pozostało do przeczytania: 47%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze