Zwyczajny komunizm

Nikt z ludzi, którzy przeszli stalinowskie więzienia czy nieludzkie śledztwa, nie próbuje się mścić na oprawcach

Mankamentem wielu młodych autorów piszących o wczesnym PRL-u jest to, że nie bardzo wiedzą, o czym piszą. Mają źródła, świadectwa, ikonografię, a przecież przykładają współczesną miarę do tamtych zjawisk, sądzą ludzi według współczesnych kryteriów. Na tym tle Piotr Semka, autor dzieła „My, reakcja”, wypada wręcz nadzwyczajnie. Być może dzięki tradycjom i relacjom rodziny doskonale wciela się w klimaty czasów 1944–1956, czuje je wręcz przez skórę. A wyznacznikiem tamtej epoki był wielki strach i brak nadziei... Już po paru latach obywatele Polski Ludowej wiedzieli, że zasnuło się na długo, może na zawsze, kraj został zgwałcony i głęboko przeorany. Wroga klasowego unicestwiono lub złamano. Po zdławieniu niepodległościowego podziemia, po reformie rolnej, bitwie o handel, wymianie pieniędzy, rozczarowaniu postawą Zachodu zatomizowane społeczeństwo opierało się coraz słabiej stalinowskiej przemocy. Co warte podkreślenia, Semka zwraca uwagę na brak nastrojów odwetu. Nikt z ludzi, którzy przeszli stalinowskie więzienia czy nieludzkie śledztwa, nie próbuje się mścić na oprawcach. Stracili wolę walki? Wiedzą, że to niczego nie zmieni? Towarzyszy temu smutna konstatacja, że kolejne zrywy społeczne są oddolnymi buntami, praktycznie bez elit. Wyjątkiem jest Kościół, ale i ten po aresztowaniu prymasa Wyszyńskiego został praktycznie sparaliżowany. Trwa desperacki opór polskiej wsi, ale na górze, w elicie, aż do Sierpnia ’80 walka będzie toczyła się między komunistami złymi a dobrymi, puławianami i natolińczykami. „Chamami” i „Żydami”, rewizjonistami i dogmatykami, dla których protest narodu był jedynie wiatrem łapanym w żagle. I szybko ulegał wyciszeniu.
Mimo więc barwnej pop-artowskiej okładki, bogactwa przytaczanych cytatów czy odniesień do ówczesnej literatury i filmu, obraz jest wyjątkowo posępny. Ale przecież życie toczy się...
[pozostało do przeczytania 31% tekstu]
Dostęp do artykułów: