Kolegom po fachu

Stary dobry Młynarski śpiewał kiedyś w piosence o przeszkoleniu kamerzystów, jak to zrobić, kiedy przyjdzie dużo, by pokazać, że jest mało, i na odwrót, z małej grupki zrobić gigantyczny tłum. Ilustrację tej praktyki mieliśmy w zeszłym roku, kiedy zestawiono marsz Niepodległości ze spacerkiem pana Bronka i przyjaciół. W miniony weekend wszystkich pobił warszawski ratusz, twierdzący, że KOD-owców było trzy razy więcej niż zwolenników wolności i solidarności. Cóż, nawet łgać dobrze nie umieją. Ale dożyliśmy czasów, że nawet profesjonaliści się pogubili. Z tego, co pokazują ostatnio czołowe media, można by ułożyć praktyczne syllabus grzechów dzisiejszego dziennikarstwa głównego nurtu. Nikt nie przejmuje się kardynalną zasadą rozdziału informacji od komentarza. Zaangażowany dziennikarz jest autorem jednych i drugich (a i trzecich, kiedy wybiera się go za eksperta). Informacje są specyficznie dobierane, a hierarchia ważności podporządkowana interesowi mocodawców. Rzeczy
     
32%
pozostało do przeczytania: 68%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze