Subkultura polskich elit

Subkultura elit, która w III RP weszła w miejsce kultury wysokiej i do dziś próbuje nieudolnie odgrywać jej rolę, bardzo szybko uruchomiła procesy społecznego rozkładu. Na szczęście wiele wskazuje na to, że został on ostatnio zahamowany siłami samego społeczeństwa

W roku 2007 odbywałem częste rozmowy z kimś, kto w kilku rządach po 1989 r. pełnił funkcję wiceministra edukacji i był bardzo dobrze zorientowany w dziejach reformy szkolnictwa, wprowadzonej za czasów rządu Jerzego Buzka. W czasie jednej z takich rozmów na moje pytanie, jak by scharakteryzował mentalność grupy, która reformę oświaty przeforsowała i wprowadziła, ów doskonale zorientowany w temacie dżentelmen odpowiedział krótko: – To subkultura „Gazety Wyborczej”.
Określenie „subkultura »Gazety Wyborczej«” przyjąłem początkowo jako dobry żart. Skojarzenie cech mentalnych areopagu autorytetów i celebrytów, wprowadzających Polskę do Europy, z pojęciem stosowanym w socjologii w odniesieniu do środowiska hipisów, punków, skinheadów i innych tego typu odmieńców było, na pierwszy rzut oka, przewrotne – ale zarazem zabawne – i oryginalne na tle będących wówczas w obiegu terminów „salon” i „michnikowszczyzna”.
Dopiero po pewnym czasie zrozumiałem jego ukrytą przenikliwość. Bo jeśli się nad nim głębiej zastanowić, to mówi ono, że to, co w III RP identyfikowane jest jako kultura wysoka, ma w znacznej części charakter subkultury, czyli „podkultury”. A to, co w kulturze i polityce nazywa się mainstreamem, czyli „głównym nurtem”, wypełnione jest de facto treściami z marginesów i peryferii. I to jest najlepsza diagnoza stanu społecznego III RP. Dziś, po wyborczym zwycięstwie prawicy, kiedy wrocławski, utrzymywany z państwowych pieniędzy teatr zapowiada pokazywanie scen porno live, warto to szerzej wytłumaczyć.
Co mają wspólnego firmowany przez organ Adama Michnika kulturowy mainstream i polityczna poprawność z młodzieżowymi subkulturami wyrosłymi z kontrkultury lat 60.?...
[pozostało do przeczytania 85% tekstu]
Dostęp do artykułów: