Ameryka, jakiej nie znamy

Amerykańska stolica kojarzy mi się w tym roku z wyborami prezydenckimi i literą „L”. To pierwsze jest jasne: prawybory trwają w najlepsze i u Republikanów, i u Demokratów, choć w partii Clintonów są przeraźliwie nudne. A „L”? Bo byłem tu w lutym, jestem w listopadzie. I będę znów w lutym

Miasto Białego Domu ma swój urok. Stanowe przepisy zakazują stawiania tu wieżowców, więc drapacze chmur nie przytłaczają tu człowieka jak w Nowym Jorku. Jesień jest ciepła, turyści wygrzewają się w słońcu tuż koło siedziby 44. prezydenta USA Baracka Husseina Obamy. Zwykły Mr. Smith ma szansę dojść bliżej do Białego Domu niż jego angielski odpowiednik do 10 Downing Street, czyli
[pozostało do przeczytania 72% tekstu]
Dostęp do artykułów: