Hazard zatopi Platformę

Tolerowanie przez urzędników Ministerstwa Finansów nieprawidłowości związanych z aferą jednorękich bandytów mogło pogrążyć rząd Donalda Tuska. Nie pogrążyło, bo śledztwo w tej sprawie zostało niespodziewanie przeniesione z Białegostoku do Poznania. A tamtejsi śledczy skupili się tylko na odpowiedzialności urzędników Ministerstwa Finansów niskiego szczebla

Afera hazardowa mogła zatopić rząd Donalda Tuska już w 2009 r. Tak się jednak nie stało. Koalicja PO–PSL wyszła ze skandalu praktycznie bez szwanku. I choć od tej afery minęło już ponad pięć lat, od kilku miesięcy tyka już kolejna bomba hazardowa, która może uderzyć w czołowych polityków Platformy Obywatelskiej. Wybuchnąć mogła już ponad rok temu, ale śledztwo prowadzone przez Prokuraturę Apelacyjną w Białymstoku dotyczące nieprawidłowości w Ministerstwie Finansów w związku z nadzorem i regulacjami rynku hazardu w Polsce zostało przekazane do Prokuratury Apelacyjnej w Poznaniu.
Stało się tak krótko po tym, jak śledczy z Podlasia chcieli postawić zarzuty Jackowi Kapicy, wiceministrowi finansów nadzorującemu rynek hazardu. Z ustaleń „Gazety Polskiej” wynika jednak, że wątpliwych – zdaniem prokuratury – decyzji nie podejmował on samodzielnie. Miały być one konsultowane na wyższych szczeblach w rządzie. Z materiałów śledztwa wynika, że przynajmniej niektóre działania bezpośrednio miał zlecać Kapicy osobiście Donald Tusk. Aby zbadać ten wątek, śledczy z Białegostoku planowali przesłuchać nie tylko byłego szefa rządu, lecz także niektórych z członków dawnego gabinetu – m.in. Michała Boniego, byłego ministra administracji i cyfryzacji. Nigdy do tego nie doszło.
Po przeniesieniu sprawy do Poznania tamtejsi śledczy skupili się tylko na odpowiedzialności urzędników MF niskiego szczebla, którzy mogą zresztą uniknąć odpowiedzialności ze względu na… przedawnienie zarzutów. To zadziwiająca sytuacja, bo w związku z kontrowersyjnymi decyzjami resortu finansów skarb państwa nie tylko...
[pozostało do przeczytania 80% tekstu]
Dostęp do artykułów: