Bond mógłby mu czyścić buty

Film „Pilecki” jest ważny dla nas, Polaków, dla naszej świadomości historycznej, dla rozbudzania przynajmniej minimalnego poczucia patriotyzmu. Jestem optymistą i wierzę, że nawet jeśli film nie trafi do szkół, a w kinie nie uzyska oszałamiającego wyniku, to będzie miał swoje życie – z Marcinem Kwaśnym, odtwórcą roli rotmistrza w filmie „Pilecki”, rozmawia Sylwia Krasnodębska

Podczas procesu  przed Rejonowym Sądem Wojskowym w Warszawie w 1948 r. Witold Pilecki chował ręce za sobą, by ukryć pozrywane paznokcie. Robił tak, bo mu kazano czy celowo nie chciał ich pokazać?
Nie jestem pewien, ale myślę, że nie chciał pokazać żonie, jak bardzo cierpiał.

Czy Panu również się wydaje, iż mówienie o rotmistrzu, że był polskim Jamesem Bondem, jest banalne?
Tak. To chybione porównanie. Tak samo jak zestawianie go z Johnem Rambo. Pilecki był poważnym człowiekiem. Rotmistrz przy całym swoim kręgosłupie moralnym i wierze, która była determinantą w jego życiu, był też obdarzony przez Boga mnóstwem talentów. To wymowne, że w czasie II RP Pilecki otrzymał Krzyż Zasługi za swoje działania społecznikowskie! Stworzył spółdzielnię mleczarską, by ludzie nie płacili niebotycznych cen za mleko. Założył straż pożarną, dbał o edukację rolniczą mieszkańców okolicznych wsi. Do tego pięknie malował i pisał wiersze.

A później ujawnił się jako genialny strateg wojenny.
W obozie niemieckim w Murnau znaleziono notatkę, w której komendant obozu pisał, że  Pilecki jest człowiekiem skrytym i rzeczowym, ale też sprawnym organizatorem. Był sprawny nie tylko intelektualnie, ale i fizycznie, co zresztą pozwoliło mu przeżyć trzy lata w Oświęcimiu. Jego dzieci podkreślają, jak szalenie ważna była dla rotmistrza kondycja fizyczna. O tym, jak świetnym był strategiem, świadczy fakt, że będąc w Auschwitz, opracował plan inwazji obozu. Wskazał punkty, które powinny być zbombardowane przez...
[pozostało do przeczytania 78% tekstu]
Dostęp do artykułów: