Powrót śmiercionośnego wirusa

Epidemia gorączki krwotocznej wywołanej wirusem ebola od grudnia 2013 r. zabiła w Afryce ponad 11 tys. osób. Gdy kilka tygodni temu Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła powstanie szczepionki zapewniającej 100-procentową odporność na wirusa, nikt nie przypuszczał, że niebezpieczna choroba znów zaatakuje

Jeszcze na początku września br. dr Bruce Aylward, specjalny przedstawiciel Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) ds. epidemii wirusa ebola w Afryce Zachodniej, przekonywał, że są duże szanse na całkowite powstrzymanie rozprzestrzeniania się choroby w tym regionie w ciągu najbliższych miesięcy. – Mimo pory deszczowej (podczas której wirus rozprzestrzenia się znacznie szybciej – przyp. red.) w Liberii od 42 dni nie odnotowano nowego przypadku zachorowania na ebolę, w Gwinei zaś od tygodnia, co jest najdłuższym okresem od marca ub. roku, jeżeli chodzi o ten kraj. Jesteśmy na dobrej drodze, by do końca roku całkowicie odeprzeć wirusa – stwierdził dr Aylward podczas konferencji WHO w Genewie. Sprawy znacznie się jednak komplikują, gdy przyjrzymy się sytuacji w Sierra Leone. To właśnie w tym kraju w ciągu kilku miesięcy wirus ebola zabił blisko 4 tys. osób. W ostatnich dniach poddano kwarantannie 1700 osób. I są kolejne ofiary śmiertelne.
Przedwczesna radość
24 sierpnia br. ze szpitala w stolicy Sierra Leone Freetown wyszła 35-letnia Adama Sankoh, uznawana wówczas przez miejscowych lekarzy za ostatnią pacjentkę zarażoną wirusem ebola w tym kraju. Kobieta trafiła do stołecznego szpitala w lipcu, gdy zaraziła się chorobą od swojego 23-letniego syna. Mężczyzna zmarł jeszcze w tym samym miesiącu, jednak kobiecie udało się pokonać chorobę. W dniu wypisania Sankoh zorganizowano przed szpitalem wielką uroczystość. Tłumy ludzi, w tym pracownicy placówki, ubrani w charakterystyczne kombinezony i rękawiczki, tańczyli i śpiewali, słychać było bębny i klaksony, odegrano również hymn państwowy z okazji, wydawałoby się, dobrej nowiny,...
[pozostało do przeczytania 58% tekstu]
Dostęp do artykułów: